Zabawa na niedzielny wieczór - znajdź wszystkie Niny!

Zabawa na niedzielny wieczór - znajdź wszystkie Niny!

 

Amerykańskie znaczki wydane w roku 1991. Autorem rysunków jest, zmarły w 2003 roku Al Hirschfield, jeden z najsłynniejszych karykaturzystów w historii.

W 1943 roku wziął ślub ze znaną aktorką Dolly Haas. Dwa lata później urodziła się Nina. Hirschfield od tamtego czasu zaczął ukrywał jej imię w swoich grafikach publikowanych w New York Timesie. Z czasem szukanie tego imienia stało się prawie sportem dla czytelników NYT. Do tego stopnia, że kiedy autor chciał porzucić ten pomysł, gazeta dostawała taką ilość listów, że rysownik stwierdził iż łatwiej będzie powrócić do zabawy w ukrywanie imienia córki, niż odpowiedzenie na każdy z listów. Był zły, że ta drobna sztuczka przesłania jego sztukę. W swojej antologii „World of Hirschfield" z 1966 roku zamieścił rysunek zatytułowany „Zemsta Niny", w którym można było znaleźć imiona rodziców samej Niny: Al i Dolly (szukajcie w komentarzu).

W porównaniu z innymi Ninami te tutaj są wyjątkowo łatwe do znalezienia. Być może to też część zemsty: może Hirschfield chciał odebrać przyjemność z szukania?

W 1991 zarząd United States Postal Service zlecił Hirchfeldowi narysowanie karykatur amerykańskich komików i komiczek. Głównie były to gwiazdy kina niemego, ale znalazło się też miejsce dla Abotta i Costello czy Jackiego Benny'ego.

Niezmiernie mi się podobają te karykatury. W dodatku dowiedziałem się o kilku komikach, o których nie miałem pojęcia jak Jack Benny czy Edgar Bergen.

Spędziłem kilkanaście minut na wpatrywaniu się w znaczki (co ja robię ze swoim życiem?). Udało mi się odnaleźć prawie wszystkie NINY. A Wam? 

A tu na dokładkę łapcie dokument o artyście. Bardzo przyjemny, w dostatecznym stopniu laurkowy: The Line King. The Al Hirschfeld Story.


Joris Ivens - buntownik z Niderlandii

Joris Ivens - buntownik z Niderlandii

Czy reżyserzy wchodząc do salonu fryzjerskiego, na pytanie "Jak obcinamy?", odpowiadali "Na Eisensteina, poproszę"?

Holandia, połowa lat '20. Do kraju docierają pierwsze filmy awangardowe i kino radzieckie. „Matka" Pudowkina nie została dopuszczona do oficjalnej dystrybucji. W klubie De Kring udaje się ostatecznie zorganizować pokaz tego filmu. W międzyczasie do głosu dochodzi działacz lewicowy, Joris Ivens.

Już w 1922 roku brał udział w demonstracjach robotniczych w Niemczech. Został współzałożycielem Amsterdamskiej Ligi Filmowej, który we wrześniu opublikował manifest o następującej treści:

"DIE NIBELUNGEN, THE BIG PARADE, POTIOMKIN, MÉNILMONTANT, MAT', VARIÉTÉ.
Film jest w niebezpieczeństwie!
Raz na sto oglądamy film, poza tym oglądamy ruchome obrazy. Komercyjne obrazki. Ameryka! Kicz!
W tym stadium film i ruchome obrazy są naturalnymi przeciwnikami. Wierzymy w czysty, autonomiczny film; film, który jest sztuką. Film przyszłości może być ocalony tylko wtedy, jeśli ujmiemy sprawę w swoje ręce.
Tego chcemy dokonać.
Chcemy oglądać filmy eksperymentalne, filmy francuskiej, niemieckiej, i rosyjskiej awangardy. Chcemy rozwinąć krytykę filmową, która byłaby oryginalna, konstruktywna i niezależna. Dlatego zakładamy Amsterdamską Ligę Filmową, której celem byłoby pokazywanie ograniczonej ilości widzów - filmów, których nie wyświetla się w kinach, lub które widzowie odkrywają przypadkiem. Mamy pewne możliwości: dobre filmy nie są drogie, ponieważ szeroka publiczność ich się nie domaga. Dobre filmy leżą bezużytecznie w magazynach Paryża i Berlina. Chcemy je zakupić."
"Historia kina. Tom I, wyd. Universitas, Kraków 2012"

Kiedyś to pisano manifesty, co? A Wy co, pewnie czekacie na nowy film z MCU? Nawet mi Was nie żal. Tak swoją drogą: niby nadeszły nowe czasy, ale problemy pozostają te same.

Wracając do Ivensa, został jednym z najbardziej utytułowanych holenderskich reżyserów filmów dokumentalnych. Jego dorobek charakteryzował się silnym wydźwiękiem propagandowym. Zmarł w roku 1989, czyli w roku upadku systemu, których wychwalał w swoich filmach.

Jedną z pozycji w jego filmografii była „Nędza w borinage", która ma kilka w wersji. Ivens wymieszał dokument z rekonstrukcją rzeczywistych wydarzeń, ze społeczności belgijskich górników z tytułowego miasta. Wersję z 1934 roku znajdziecie w komentarzu.

Marek Klimowicz wybrał wspomnianą „Matkę" Pudowkina na temat jednej z następnych notek, w związku z niedawnym konkursem. Będzie więc pisane. A film jest zaiste fascynujący!

Na zdjęciu Ivens z godną wielkiego reżysera fryzurą a'la Eisenstein.


Little Rascals - slapstick w wydaniu dziecięcym

Little Rascals - slapstick w wydaniu dziecięcym

Dla wielu dzieciaków dzisiejszy dzień był pierwszym dniem w szkole.

Z tej okazji chciałbym Wam przypomnieć o serialu, o którym kiedyś już na Klatkach pisałem. Mianowicie o „Our gang" znany również pod tytułem „Little Rascals".

W 1922 roku Hal Roach ze swojej wytwórni wypuścił pierwszy film pt. „Our gang". Zapoczątkował on serię krótkich metraży, które przetrwały przełom dźwiękowy, a później przekształciły się w serial telewizyjny. Powstało również kilka pełnometrażowych filmów inspirowanych LR (kojarzycie „Klan urwisów" z '94?).

Serial wyróżniał się nie tylko tym, że w głównej roli obsadzono dzieci. To pierwsza produkcja filmowa, w której kolor skóry bohaterów kompletnie nie miał znaczenia dla fabuły. Jak wspominał po latach Ernest Morrison (grał w latach '22-'24 afroamerykańskiego chłopca o imieniu Sammy Sunshine <3): "Jeśli chodziło o rasę, Hal Roach nie rozrózniał kolorów". Każdy z bohaterów pochodził z nizin społecznych i obśmiewanie bogatszej klasy było jednym z głównych tematów komizmu serii. Co więcej McGowan, który reżyserował większość filmów z serii do '33 roku, pozwalał aktorom dziecięcym na improwizacje i z rzadka ich partie dialogowe trzymały się skryptu (a pisał je m.in. Frank Capra).

Żadne słowa nie opiszą jak wielką miłością darzę tę serię. Pamiętam odcinek (już z ery dźwiękowej), w którym Alfalfa, który miał wiecznie "niedokładnie" ulizane brylantyną włosy, zjadł z jakiegoś powodu kawałek mydła. Żeby pozbyć się tego smaku wypił na raz cały dzbanek wody z kwiatków. Wywołany chwilę później w szkole do odpowiedzi nie był w stanie wydobyć z siebie dźwięku, gdyż ilekroć otwierał buzię wypuszczał z niej mydlaną bańkę.

Odcinek, który tutaj zamieszczam jest jednym z pierwszych nakręconych jeszcze w erze kina niemego. Ale zachęcam gorąco do zapoznania się z chociaż kilkoma dźwiękowymi.

„Małe dranie" na pewno jeszcze tu wrócą


Leni Riefenstahl - mistrzyni dokumentu w służbie reżimowi

Leni Riefenstahl - mistrzyni dokumentu w służbie reżimowi

117. urodziny obchodziłaby dzisiaj Leni Riefenstahl. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii filmu.

Fotografka, ale przede wszystkim "nadworna" reżyserka propagandowych filmów nazistowskich, w tym bodaj najsłynniejszego w tym gatunku, czyli „Triumfu woli" z 1935 roku.

Za polską Wikipedią:

"W październiku 2002, gdy Riefenstahl miała już 100 lat, niemieckie władze zdecydowały się umorzyć sprawę wytoczoną jej przez użytych przez nią w filmie Tiefland (Niziny) cygańskich więźniów obozów koncentracyjnych w jej filmie. Riefenstahl długo utrzymywała, że Cyganie występujący w filmie przeżyli wojnę, ale grupa Cyganów oznajmiła, że Riefenstahl wykorzystała ich do filmu i posłała ich z powrotem do obozu, gdy przestała ich potrzebować. Jako powód umorzenia sprawy władze niemieckie podały zaawansowany wiek Riefenstahl."

Zmarła rok później z przyczyn naturalnych.

Trzy lata temu miałem okazję zobaczyć „Triumfu woli" w Kinie Kosmos. Pierwsza połowa filmu jest apologią siły niemieckiego państwa III Rzeszy, którą symbolizowały piękne ujęcia nagich męskich torsów. Do dzisiaj pamiętam komentarz jednego z widzów po seansie (cytat z pamięci): „męska muskulatura pokazywana jest tam tak często, że można by ten film zakwalifikować jako film LGBT".

Jeśli w pierwszej połowie filmowa immersja ma bardzo wysoki poziom, tak później wieje nudą. Druga połowa filmu to marsze wojska, przeplatane z wypowiedziami podczas kolejnych dni zjazdów partii NSDAP. Idą, gadają, idą, gadają. Byłem na zmianę znudzony, w sekwencjach "wojskowych", i przerażony, kiedy słuchałem wypowiedzi np. Goebbelsa (chociaż nawet i to z czasem zmieniło się w nużącą irytację).

Ktoś z Was miał okazję widzieć coś tej reżyserki?


„A Florida enchantment" (1914), reż. Jacques Feyder

„A Florida enchantment" (1914), reż. Jacques Feyder

Skoro czerwiec i #lgbtpride to lecim z takimi motywami w kinie niemym.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że prób ukazania tęczowości w filmach przed przełomem dźwiękowym nie brakowało. Natomiast zawsze było to obarczone niemałym skandalem i najczęściej kończyło się finansowym fiaskiem.

Chciałbym polecić Wam film, który w sieci jest często opisywany jako „pierwszy lesbijski film w historii". Czy tak jest w istocie? Dzisiaj, kiedy język, którym operujemy mówiąc o widzialności osób nieheteronormatywnych kształtuje się na nowo, filmy takie jak „A Florida enchantment" (1914), nabierają zupełnie nowych kontekstów.

Film jest adaptacją opowiadania z 1891 roku i sztuki z 1896 roku o tych samych tytułach. To semifantastyczna historia Lilian Travers (Edith Storney), która w przededniu zamążpójścia zażywa specjalne ziarno, które zamienia ją stopniowo w mężczyznę. Zanim to nastąpi mamy sporo kobiecych pocałunków w usta, co pewnie tłumaczy tę internetową szufladkę.

[Czy spojlery dotyczą również filmów sprzed ponad stu lat? Bo tutaj za chwilę padnie jeden :P]
To, co nadaje temu filmowy tego szczególnego wydźwięku, to finał, w którym niedoszły mąż (Sidney Drew, również reżyser), również zażywa wspomniane ziarno... .

Z perspektywy czasu widać jak na dłoni prosty humor oparty na seksizmie (po zażyciu magicznego ziarna kobiety przed przemianą zaczynają obłapywać uciekające przed nimi, inne kobiety, którego niczego nie wzięły) czy rasizm (mnóstwo tu blackfaces, co może być trochę niekomfortowe w trakcie oglądania). Mimo tych wad film dziś robi wrażenie swoją postępowością i naturalnością, którą współcześni widzowie nie byli w stanie przeboleć. Jego premiera była sporym skandalem, który jednak szybko przycichł ze względu na piekło Wielkiej Wojny.

Interpretacja tego filmu sprawia mi nie lada problem. Na angielskiej Wikipedii widnieje:

"(...)the film has also been considered to have the first documented appearance of bisexual characters in an American motion picture"

- z referencją do artykułu z 15 września 2012 roku, gdzie znajdziemy potwierdzenie tych słów. Moim zdaniem jest to błędne założenie. Jeżeli ten film jest próbą czyjejś reprezentacji to prędzej osób transpłciowych, a nie biseksualnych. Główny bohater zażywa rzeczone ziarno, właśnie po to, żeby stać się kobietą i zostać partnerką Lawrenca, który niedawno był jeszcze Lilian. W dodatku finalnie wszystko okazuje się snem głównej bohaterki i wszystko wraca do swojego punktu startowego. Czyli normą w świecie przedstawionym jest związek kobiety i mężczyzny i tylko on może dać głównym bohaterom szczęście.

A Wy co myślicie?


Konstantin Märska - najważniejszy estoński pionier filmowy

Konstantin Märska - najważniejszy estoński pionier filmowy

Obudziłem się dzisiaj rano i pomyślałem: "Ale co z Estonią? Co z estońskim kinem niemym?"

No i jak się fortunnie składa akurat dzisiaj mija 123. rocznica urodzin największego estońskiego pioniera filmowego, Konstantina Märska.

Film, który możecie obejrzeć powyżej, dokumentujący życie na tallińskim rynku, wygląda trochę jak jeden z filmów Dżigi Wiertowa. W dniu premiery, 27 sierpnia 1926 był reklamowany jako „pierwszy trikowy film w historii kina estońskiego". Autorem zdjęć był właśnie Märska. Film został nakręcony dla firmy produkcyjno-dystrybucyjnej Estonia Film, którą Konstantin prowadził wraz ze swoim bratem Theodorem oraz fotografami-braćmi Parikasedami. Wyprodukowano tutaj jedną z najważniejszych serii filmów dokumentalnych w estońskim kinie pt. „Filmikaameraga läbi Eestimaa" („Z kamerą przez Estonię"), która dokumentowała życie estońskiej społeczności. Dla EF zrobiono również w 1930 roku pierwszy estoński film dźwiękowy "Kuldämblik" ("Złoty Pająk").

Märska, który już jako piętnastolatek był kinooperatorem, był autorem większości zdjęć w filmach kręconych dla EF, chociaż zdarzało mu się pojedyncze filmy reżyserować.

EF zostało z czasem przekształcone i znacjonalizowane w Eesti Kultuurfilm. Dla niej został nakręcony "Kalurid"
 Jeden z filmów z serii dokumentów "Z kamerą przez Estonię".

Dzień Matki - „Gribiche" (1926), reż. Jacques Feyder

Dzień Matki - „Gribiche" (1926), reż. Jacques Feyder

Z okazji Dnia Matki chciałbym wszystkim gorąco polecić francuski film „Gribiche" z 1926 roku, z rewelacyjną rolą Jeana Foresta, którego postać przypomina trochę Brzdąca z filmu Chaplina (do którego zresztą odwołuje się jawnie jeden z plakatów w pokoju głównego bohatera).

Pochodzący z klasy robotniczej bohater, żyje z samotnie wychowującą go matką i mimo niezamożności stara się czerpać radość z życia. Belgijski reżyser Jacques Feyder umiejętnie kontrastuje w swoim filmie bogatą burżuazję z biedną warstwą robotniczą. Ciepłe i przytulne rodzinne mieszkanie tytułowego chłopca, zestawia z chłodnym stylem art deco, w którym został wybudowany dom bogatej wdowy, która adoptowała chłopaka. Nie zrażajcie się symboliką - jej lekkość i subtelność plasuje „Gribiche'a" bardziej w okolicach feel good movie niż gdzieś przy melodramatach.

Ale przede wszystkim to film o rodzicielskiej (tutaj: matczynej) miłości, której siła wznosi się ponad status materialny bohaterów, udowadniając, że nie on stanowi o jej wielkości.

Wszystkiego najlepszego wszystkim mamom 


„Frankenstein" (1910), reż. James Searle Dawley

„Frankenstein" (1910), reż. James Searle Dawley

15 listopada 2018 roku, The Library of Congress wydało nową, odrestaurowaną wersję „Frankenstein".

Dzisiaj mija 142 rocznica urodzin Jamesa Searle'a Dawley'a, reżysera pierwszej filmowej adaptacji książki Marry Shelley „Frankenstein".

Searle, był uczniem Edwina Portera, jednego z największych pionierów filmowych w historii (pisałem o nim tutaj: „The night before Christmas”). Ostatecznie preferował metody kręcenia zgoła odmienne od swojego mistrza. Porter lubował się opowiadaniem historii za pomocą języka filmu, głównie przez cięcia montażowe oraz zbliżenia. Searle wolał natomiast kamerowanie statycznymi, długimi ujęciami, redukując cięcia do minimum. Nadawało to jego filmom klimat przedstawień teatralnych.
Edison, dla którego studia „Frankenstein" był kręcony, stworzył specjalną grupę cenzorską, która miała eliminować z treści powstających u niego filmów elementy mogące zbytnio szokować ówczesną publiczność. Jednak filmowi Searle'a wcale to nie pomogło w recepcji u widowni a przez to w kinowym sukcesie. Pomimo ciepłego przyjęcia przez krytykę filmową, dla publiczności tajemniczy mistycyzm, którym jest przesiąknięty film stał się bardzo problematyczny i błyskawicznie o nim zapomniano.
Dopiero po latach możemy docenić ten film. Poza wspomnianym mistycyzmem (potwór Frenkesteina, jako odbicie skrytych pragnień doktora, potwór jako postać tragiczna) zachwyciło mnie w jak fantastyczny sposób Searle poszerzył przestrzeń kadrową, ustawiając wielkie lustro w takim miejscu, żeby kamera z operatorem nie byli w nim widoczni. Następnie to samo lustro w finale służy bardzo pomysłowemu efektowi specjalnemu, który doprecyzował symboliczny wydźwięk filmu.


„Uśmiechnięta Pani Beudet" (1923), reż. Germaine Dulac

„Uśmiechnięta Pani Beudet" (1923), reż. Germaine Dulac

Skoro #czwarteczek, to feminizm. Bo czemu nie.

Film, który linkuję o ironicznym, biorąc pod uwagę fabułę, tytule wyreżyserowała jedna z najbardziej kreatywnych twórczyń epoki kina niemego, Germaine Dulac. Ironicznym, gdyż tytułowa bohaterka ani razu w filmie nie uśmiecha się, co doprowadza do wściekłości jej męża. Co jest tylko jednym z punktów, na długiej liście co panu Beudet w jego żonie nie odpowiada. Jego ciągłe niezadowolenie, doprowadza bohaterkę do ostateczności.

Dulac zainteresowała się kinem, za namową Stasi Napierkowskiej, słynnej towarzyszki filmowej Maxa Lindera.

Jej drugim najważniejszym filmem jest „Muszelka i Pastor" - jeden z pierwszych filmów surrealistycznych w historii kina.

To jeden z pierwszych wyraźnie profeministycznych filmów w historii kina. Bardzo lubię do niego wracać (pomimo karykaturalnej postaci męża). To kino jednej aktorki. Germaine Dermoz w roli pani Beudet, jest absolutnie rewelacyjna. Jej minimalistyczna mimika, czyni w mojej opinii, film Dulac ogromnie immersyjnym. Pani Beudet jest osobą o zdeptanej osobowości, bez szans na rozwijanie swoich zainteresowań. Dulac nie zdecydowała się na tanie szokowanie. Jej bohaterka nie jest kobietą, która nienawidzi mężczyzn. To doprowadzona na skraj rozpaczy osoba, która próbuje ratować siebie. Nie dający nadziei finał nadaje  smutnie aktualne przesłanie.


„Profesor Bosco" (1919), reż. Charles Chaplin

„Profesor Bosco" (1919), reż. Charles Chaplin

Tydzień temu minęła 130. rocznica urodzin Charlesa Spencera Chaplina. Długo zastanawiałem się o czym napisać tutaj z tej okazji, żeby w efekcie nie streszczać notki z Wikipedii.

Pomyślałem, że warto napisać o jednym z najbardziej tajemniczych filmów aktora/reżysera, czyli o „Profesor Bosco" z 1919 roku.

7-minutowa scenka to prawdopodobnie jedyny zachowany fragment tego filmu. Był jednym z punktów spornych w negocjacjach we wrześniu 1922 roku między Chaplinem, którego reprezentował jego brat Sydney a Harrym Schwalbe, sekretarzem i skarbnikiem wytwórni First National. Głównym filmem, którego dotyczyły owe rozmowy, był czteroaktowy (czyt. "około godzinny") „Pielgrzym" (który miał ostatecznie premierę w 1923 roku). Włodarze wytwórni nie chcieli się zgodzić na podział wpływów z dystrybucji „Pielgrzyma" . Jako dodatek, który miał przekonać tandem Charles&Sydney, chcieli „dorzucić" „Profesora Bosco" właśnie. W pewnym momencie zrobiło się tak gorąco, że Chaplin rozpoczął rozmowy o prawa do dystrybucji „Pielgrzyma" z konkurencyjną wytwórnią United Artist, zostawiając First National z prawami do krótszego o połowę „Profesora...". Ostatecznie prawa do „Pielgrzyma" nabyli ci pierwsi, a o krótkiej formie wszyscy zapomnieli.

Listy, które wymieniali między sobą bracia oraz wzmianka o prywatnym pokazie w roku 1939 są jedynymi dowodami na istnienie tajemniczej „dwuaktówki". Jak pisze Dave Robinson w biografii Chaplina:

"Żaden film Chaplina pod tym tytułem nie był nigdy pokazywany ani rozpowszechniany, ani też w szczegółowych dziennych raportach studia Chaplina nie ma wzmianki o jego produkcji".

Robinson pisze o możliwości, że „Profesor Bosco" był wielkim blefem, którym miał przekonać pracodawców Schwalbego do przystania na niewygodne dla nich warunki kontraktu. Spekuluje się też, że mógł to być film zmontowany z odrzutów filmów wyprodukowanych zarówno dla First National jak i dla poprzedniej wytwórni, dla której Chaplin kręcił - Mutual.

Co możemy wywnioskować z tej 7-minutowej scenki? Pierwsze co rzuca się w oczy to charakteryzacja, która mocno postarza Chaplina. Co ciekawe, wychodzenie poza standardowe trampowskie emploi nie było niczym nowym w karierze aktora, mimo że nie robił tego za często. Jego metamorfozy ograniczały się do przebierania postaci Trampa za postaci kobiece („Panna Charlie", 1920), czy po prostu graniu postaci kobiecych („Pani Charlie", 1914). Takie zmiany były zawsze czymś ryzykownym w tamtym czasach. Zaszufladkowanie, czyli coś przed czym współcześni aktorzy starają się uciekać, w czasach kina niemego było wymagane. Z tego powodu takie eksperymenty jak „Profesor Bosco" czy kobiece metamorfozy filmowe Chaplina zdarzały się sporadycznie. Czy postać tytułowego profesora, właściciela cyrku z pchłami, mogła zdobyć wtedy uznanie publiczności? Dziś możemy jedynie zgadywać. Coraz większą popularnością cieszyły się pełne metraże, krótkie formy powoli traciły na znaczeniu. Z drugiej strony, Chaplin który bardzo nie lubił nie wykorzystywać swoich gagów w filmach, z powodzeniem użył pomysłu z cyrkiem pcheł trzydzieści lat później w „Światłach rampy".

Fragment, o którym mowa został odnaleziony w archiwum Chaplina przez Kevina Brownlowa i Davida Gilla, którzy przygotowywali dokument „Chaplin nieznany".
Notka na marginesie: cyrk pcheł to tak doskonały pomysł na zastosowanie tradycyjnej pantomimy, że aż dziw, że tak rzadko był wykorzystywany w komediach slapstickowych.