Chaplin w Dzisiejszych czasach

Niema przekora - recenzja filmu „Dzisiejsze czasy" (1936)

Niema przekora - recenzja filmu „Dzisiejsze czasy" (1936)

Chaplin w Dzisiejszych czasach

9 marca, 2017 roku miałem przyjemność wygłosić prelekcję i poprowadzić dyskusję przy okazji projekcji filmu "Dzisiejsze czasy" Charliego Chaplina z 1936 roku. Po przeszło 10 latach jako widz dużo bardziej wrażliwy mogłem skonfrontować moje, często kompletnie bezkrytyczne, spojrzenie na poetykę kina jednego z najbardziej zasłużonych jego twórców.

Film jest powszechnie znany jako ostatni niemy film Chaplina. Przy czym zaznaczyć należy, że nie jest to film niemy mieszczący się w klasycznym pojęciu tego gatunku. Reżyser stworzył dzieło, które jest próbą zamknięcia "niemej" działalności w swojej twórczości. Jednocześnie film ten może być traktowany jako przyznanie się Chaplina do błędu w kwestii tego, czym dźwięk w filmie może być dla kina. W ciągu 9 lat od premiery pierwszego filmu dźwiękowego, czyli Śpiewaka z jazzbandu", nastawienie reżysera wyraźnie się zmienia, Chaplin daje dźwiękowi szansę zaistnienia na ekranie. Jest scena w tym filmie, która świetnie wykorzystuje siłę dźwięku na ekranie. I nie jest to scena ze słynną, piosenką "Titina", zaśpiewaną przez postać trampa w nieistniejącym, improwizowanym języku.

O przekorności Dzisiejszych czasów niech świadczy fakt, że jednym z niewielu momentów filmu kiedy Chaplin pozwala dźwiękowi zaistnieć na ekranie jest piosenka "Titina".

Mam na myśli scenę z epizodem więziennym, kiedy odwiedzają ów instytucję pastor z małżonką. Najpierw kobieta dostaje wzdęć, potem bohater włącza radio, gdzie nadają reklamę stosownego leku na tę przypadłość, a następnie kobieta straszy trampa, nalewając sobie wody ze zbyt głośnego dystrybutora. Jak inaczej musiałaby wyglądać ta scena w poetyce kina niemego! Trzeba zaznaczyć, że dźwięk w tym filmie jest potraktowany dość kompromisowo. Nawet jeśli słyszymy słowa wypowiadane przez ludzi, są one przetwarzane przez urządzenia je przetwarzające czy to monitory z głośnikami, czy wspomniane radio.
Ta scena, poza stroną formalną, ma również przesłanie społeczne. Gagi na tym etapie twórczości Chaplina nie są już wprowadzaniem czystego chaosu, "przeszkadzajką" w prowadzeniu fabuły, tak jak to było w przypadku klasycznych slapsticków. Prosty efekt komiczny gagu Chaplin wprowadził tutaj jako element przesłania swojego dzieła. W przypadku wspomnianej sceny, jest to brak porozumienia między warstwami społecznymi. "Niemość" sceny, przerywana wspomnianymi dźwiękami, jest ciszą dojmującą, ale finalnie zabawną, chociaż (jak to bywa u Chaplina) ma gorzki posmak.

Król slapsticku nie ogranicza się tylko do ukazania rozwarstwienia społecznego w obliczu kryzysu gospodarczego. Historia dwójki filmowych bohaterów: niezdarnego trampa i dziewczyny, która straciła ojca, poszukiwanej za włóczęgostwo, jest komentarzem o przygotowaniu jednostek do Wielkiego Kryzysu w latach '30. To film krytykujący szeroko pojęty system za to, że wychowuje (produkuje) jednostki zupełnie nieprzystosowane do życia w trudnych warunkach. Wymaga od nich niemożliwych do spełnienia norm, samemu niewiele oferując od siebie. Doprowadza to do absurdu, kiedy człowiek czuje się bezpieczniejszy oraz czuje większą stabilizację w więzieniu. Wolność jest związana z brakiem perspektyw na normalne życie. Byli współwięźniowie Trampa są zmuszeni wrócić na ścieżkę poza prawem ze względu na to, że byli po prostu głodni. Jednocześnie z przymrużeniem oka traktuje się tutaj również klasę robotniczą, która potrafi wszcząć strajk po jednym dniu otwarcia na nowo fabryki przy okazji drugiej fali kryzysu.

Wreszcie to film o poszukiwaniu swojego "konika". Coś w czym człowiek będzie na tyle dobry, by mógł tym zarobić na chleb a co dawałoby satysfakcję. O prostych marzeniach, jak na przykład o idyllicznym domku z krową i drzewkiem pomarańczy, którego wizualizacją jest centrum handlowe. O prostych radościach kiedy miast pięknego domku los przynosi bohaterom sypiącą się ruderę. O tym, że dopóki jest miłość, wzajemne wsparcie i uśmiech, dopóty żaden kryzys nie straszny.