Relacje i ciekawostki z prasy z okolic premiery filmów z programu 22. Festiwalu Filmu Niemego
Relacje i ciekawostki z prasy z okolic premiery filmów z programu 22. Festiwalu Filmu Niemego
W filmach niemych to ciała aktorów stanowią jeden z fundamentów przekazu emocjonalnego filmu. Cielesna ekspresja była w tym roku motywem przewodnim krakowskiego festiwalu.
Miałem przyjemność zobaczyć w tym roku na tym festiwalu trzy filmy stacjonarnie: Kobietę na Księżycu (film otwarcia), Opium oraz Cienie. Resztę repertuaru obejrzałem na własną rękę, czego niezmiernie żałuję. Każdy seans filmu niemego z muzyką na żywo, to jakby oglądać go na nowo. Dobrze dobrana muzyka (a tak się dzieje niezmiennie na FFN) bardzo często potrafi namieszać w interpretacji czy gamie towarzyszących emocji, nawet jeśli film widziało się wcześniej. Każdy seans jest wyjątkowy, jednak seanse takie jak te, które przeżyłem w Krakowie są unikalne w swojej wyjątkowości, nie tylko dzięki kameralnej Sali Czerwonej w Kinie pod Baranami, nie tylko dzięki zbiorowemu doświadczeniu filmu z innymi widzami, ale dzięki tym koncertom właśnie zapamiętuję te pokazy na długo. Szczególnie jeden zapadł mi w sercu głęboko. Jaki? Zapraszam do relacji z festiwalu oraz krótkich wrażeń po zobaczeniu filmów z tegorocznej edycji, w połączeniu z wycinkami z prasy z okolic premiery filmów.
Oczywiście nie wstawiłem wszystkich wycinków prasowych. Wybrałem te najciekawsze i/lub najbardziej estetyczne (kadry z Alicji w Krainie Czarów, Kobieta na Księżycu i Kobieta znikąd!). Pod tym -> LINKIEM znajdziecie prasówkę w wersji PDF, z której można teksty kopiować. Przyda się to dla osób, które nie rozumieją języka, w których zostały te teksty opublikowane. A mamy tutaj oprócz języka angielskiego, niemiecki, francuski i hiszpański. Załączyłem tam też instrukcję jak najszybciej można usunąć entery w celu dokładniejszej translacji. Wynik automatycznego tłumaczenia nigdy nie będzie rewelacyjny, jednak najważniejszy jest kontekst. Uważam, że to super opcja, bo w tej sytuacji, archiwa prasowe w zasadzie nie posiadają ograniczeń językowych. Ściągałem gazety głównie z najobszerniejszego archiwum prasowego w domenie publicznej https://lantern.mediahist.org/.
Zapraszam Was do lektury tej prasówki. Ułożone chronologicznie, układają się w ciekawą opowieść, a lektura zamienia się w niesamowitą podróż w przeszłość. Na pewno nie jest to rzecz na jeden dzień. Trzeba to sobie rozłożyć na kilka tygodni. Jednak na pewno warto wracać!
Mój blog pełnił funkcję patrona medialnego festiwalu w Krakowie.

Frau im mond (Kobieta na Księżycu, 1929, reż. Fritz Lang)
Pierwsze filmowe sci-fi pełną gębą.
Pierwsza filmowa podróż na Księżyc autorstwa Meliesa, była przedłużeniem podstawowej działalności mistrza - iluzji. Klasyk kina atrakcji nigdy nie miał ambicji naukowych. Jak cała twórczość iluzjonisty-pioniera (w tej kolejności), Podróż na księżyc miała być kinoatrakcyjnym festiwalem tricków filmowych wystrzelonych w kosmos, w których naukowe osiągnięcia astronomów tamtych czasów byłyby zbędne (pomijam tutaj ograniczenie długości taśmy filmowej). Lang miał ambicje stworzenia filmu silnie osadzonego w aktualnych osiągnięciach naukowych. Potwierdzenie znajdziecie w poniższej prasówce, natomiast dość powiedzieć, że na potrzeby tego filmu została powołana naukowa rada doradcza, której przewodził profesor Herman Oberth, zajmujący się możliwymi sposobami eksploracji kosmosu.
Po seansie nietrudno było zrozumieć skąd przypuszczenia Tomasza Kłysa w książce Dekada doktora Mabuse, o tym czy Fritz Lang mógł w głębi duszy sympatyzować z nazistami. Fascynacja postępem, technologią czy psychoanalizą są w tym filmie silnie odczuwalne. Langowi nigdy tych fascynacji nie udowodniono, ale czytając wspomnianą książkę, można stwierdzić że ewidentnie coś jest na rzeczy. A seanse Metropolis czy właśnie Kobiety na Księżycu tylko to potwierdzają.
Z kolei seans w Muzeum Sztuki Sztuki i techniki Japońskiej Mangghaa z muzyką SARAPATY & Marceli Rybskiej dostarczył poziom emocji odpowiedni do poziomu patosu wylewającego się z ekranu. Siedziałem w pierwszym rzędzie! ❤
- 1. Informacja o zdjęciach do Kobiety... w Obserwatorium w Mount Wilson w hrabstwie Los Angeles, dokąd Lang z ekipą dotarli z Nowego Jorku.
- 2. Wyjątkowo kiepsko zeskanowany artykuł, ale w samym finale autor/ka zwraca uwagę na osiągnięcia kobiet w przeciągu ostatnich dwudziestu lat.
- 3. / 4. / 16. / 17. / 20. Niemieckie magazyny są jednymi z najładniejszych i najlepiej ustrukturyzowanych jakie miałem okazję przeglądać w trakcie prasówki. Na ostatnim screenie, widać kawałek utworu, który mógł być grany w trakcie wyświetlania filmu. Może ktoś rozpoznaje? Mnie nie udało się znaleźć.
- 5. Ogólna notka na temat współpracy reżysera z aktorami. Bez wzmianki o Langu, za to ze zdjęciem z planu Kobiety... z reżyserem i Margarete Kupfer, która zagrała panią Hippolt.
- 6. W tej krótkiej notce zwraca się uwagę na to, że Lang unikał elementów fantastycznych w filmie (mimo fantazji o złocie po niewidocznej stronie Księżyca - wkład autorki scenariusza a zarazem opowiadania, na podstawie, której powstał film, Thei von Harbou) i gdzie mógł opierał się na aktualnych dokonaniach naukowych. Wspomina się również o trudności z przetransportowaniem piasku na plan.
- 7. / 11. W pierwszej notce jest informacja o wykładzie połączonym z eksperymentami, finansowanymi przez UFA, producenta filmu. Wykład miał poprowadzić profesor Hermann Oberth który pracował jako główny doradca naukowej rady doradczej filmu Langa. Druga notka mówi o tym, że w związku z wystrzeleniem rakiety dalekiego zasięgu przez profesora ogłoszono, „że w trakcie swoich eksperymentów dokonał kilku ważnych odkryć, które pozwolą(...) przeprowadzić pierwszą próbę pocisku dalekiego zasięgu. Składanie pierwszego pocisku dalekiego zasięgu, o którym wiadomo, że przenika stratosferę, rozpocznie się za około osiem dni, a profesor Oberth spodziewa się, że będzie w stanie wystrzelić start około 20 listopada, w zależności od warunków pogodowych." Teraz już wiemy, że wystrzelenie tej rakiety nie powiodło się zgodnie z planem. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, byłaby to kampania reklamowa, którą ludzkość zapamiętałaby na zawsze,
- 8. Niby wyżej zachwalałem niemieckie magazyny, ale jest jedna rzecz, której nie umiem zrozumieć: ilustrowanie tekstu fotosami z filmów, które są w tym tekście niewspominane. Akurat tutaj tekst o kostiumach aktorów w Hollywood. Słabo się kopiuje. Polecam korzystać ze skanera translatora google.
- 9. / 10. Pełna zachwytów recenzja Kobiety... . Wymieniono wszystkie ważniejsze role, szczególną uwagę zwracając uwagę na tytułową rolę Gerdy Maurus, która udowodniła, że liczy się nie tylko zewnętrze, ale przede wszystkim gra aktorska. Zwraca się również uwagę, że ten film udowadnia, że film niemy ma się dobrze i dźwięk mu nie grozi. Na koniec zaznaczono, że muzyka skomponowana przez Willy'ego Schmidta-Gentner, jakkolwiek niezła, zapada w pamięć po seansie.
- 12. / 13. Refleksyjny tekst na temat synergii materii naukowej i filmowej w przypadku Kobiety... i dokonań, które zostały osiągnięte w międzyczasie przez Obertha. Dość trzeźwo wskazuje się, że nie ma szans na, to by rakieta doleciała do Ameryki, a co dopiero do na Księżyc. Jednak spodziewany jest przełom, bo to ledwie początek serii prób.
- Recenzja filmu Langa, w którym obraża się Juliusza Verne'a (#ironicfont). Jules Verne nie był wielkim narratorem, bajka jego książek jest sucha i pouczająca jak katalog techniczny, tak że nie ma nic więcej do powiedzenia nam, którzy już dawno doświadczyli spełnienia jego technicznych fantazji. Kto jeszcze w dobie radia używa wiadomości w butelce? - pisze autor/ka recenzji. Jakkolwiek, by te słowa nie raniły mej duszy (jestem wielkim fanem Verne'a), te słowa pokazują jaka wielka była wiara w naukę i postęp w tamtym czasie, w Niemczech. Chwilę później pojawia się istotny fragment, o tym jak traktowano medium filmowe, nie tylko w omawianym filmie, ale w ogóle w ojczyźnie Langa:
Zadaniem filmu jest także przekształcenie obrazów, które twórca widział w swoim umyśle, w realizm obrazu filmowego. Film jest jedynym fenomenem, który potrafi zamienić sztuczki techniczne w sztukę. To, co zostało wynalezione w trakcie mozolnych godzin w studio, zbudowane i utrwalone za pomocą skomplikowanych sztuczek, na pierwszy rzut oka wydaje się być rzeczywistością sfotografowaną na płótnie.
Przedstawiciele pierwszej awangardy filmowej we Francji (o których więcej w akapicie o Kobiecie znikąd), również chcieli osadzić swoje filmy maksymalnie w rzeczywistości. A jak różne filmy otrzymaliśmy!
- 18. / 19. Fritz Lang opisał tutaj pokrótce przebieg pracy nad filmem. Jak pisze zainspirowały go wierzenia Chińczyków, nazywających siebie Synami Niebios, mówiące o tym, że obywatele Państwa Środka przybyli z kosmosu. Zaznaczając jednocześnie, brak podstaw by temu wierzyć, pomyślał o sytuacji odwrotnej: a może to ludzie kiedyś zaczną kolonizować kosmos? Żadnej Utopii! - pisze dalej - Żadnego Verne'a! Ewidentnie chciał nie chciał, by film kojarzono z kinem przygodowym, zabawą, itp. To miało być poważne kino sci-fi. Ważne: pojawia się spoiler dotyczący tego ile osób wraca w finale na Ziemię. Oczywiście Lang adoptował książkę/opowiadanie swojej żony, Thei von Harbou. Opowiadanie, jak zauważa sam Lang, było wtedy powszechnie znane i popularne, ale prawem reżysera jest iść swoją drogą. Nie wiem jak wtedy podchodzono do kwestii bycia wiernym względem oryginalnych tekstów, jednak wydaje mi się, że można to traktować, z współczesnego punktu widzenia, jak całkiem potężny spoiler. Którym jak widać nie przejmował się ani reżyser, ani redakcja Film-Magazin.

La femme de nulle part (Kobieta znikąd, 1922, reż. Louis Delluc)
Nowatorski film nakręcony w impresjonistycznym stylu, odniósł spory sukces krytyczny, jednak poniósł klęskę frekwencyjną.
Delluc nie miał bogatego filmowego. Nakręcił łącznie siedem filmów. Jednak jego myśl filmowa, wespół z innymi impresjonistami, jak L'Herbier, Dulac czy Gance, miała spory wpływ zarówno na kino awangardowe, jak i głównego nurtu w swoim czasie. Jednak śledząc francuską prasę, wyraźnie można odczuć, że wśród publiczności Kobieta znikąd cieszyła się miernym zainteresowaniem, mimo bardzo zachęcających recenzji krytycznych, przed premierą.
Impresjoniści filmowi postulowali skupienie się na emocjonalnej warstwie filmu, przekazywanej nie za pomocą scenografii czy ekspresyjnej grze aktorskiej (jak w przypadku ekspresjonizmu filmowego, w kontrze, którego poniekąd wyrósł ruch impresjonizmu). Impresjonizm filmowy miał u swoich fundamentów założenie karkołomne. Postulował przenoszenie na ekran ulotności: przy pomocy minimalistycznych technik filmowych, bez ingerencji w scenografię, opierając się na samej realistycznej grze aktorskiej, próbowano przekazać emocje tkwiące w bohaterach.
Kobieta... to film z jednej strony o fatalizmie losu, kary za pomyłki z przeszłości a z drugiej o wierze, że można naprawić skutki fałszywych podszeptów serca, naprawiając cudze życie. Dojmujący to film, przepięknie zagrany przez Eve Francis, w roli tytułowej. Jej postać z przeszłości, przeplata się z teraźniejszością jak w deliriach, co jest realizacyjnie niezmiernie nowatorskie, a jednocześnie łatwo mogło zostać zamienione w rolę karykatury wampa, czy histerycznej kobiety upadłej. Tymczasem Francis bez żadnej szarży, odegrała smutek, samotność i bezsilność, w sposób, który w kinie rzadko można było oglądać.
- 1. Długo musiałem się myśleć nad tym, jakiej sceny dotyczy ta wzmianka. Myślałem, że może była wystawiana sztuka z tą samą historią (co nie byłoby tak od rzeczy, bo rzecz jest dość kameralna). Tymczasem scena tańca trwa ledwie kilkadziesiąt sekund. Ujmuje mnie, że nawet taki detal okazał się na tyle istotny, żeby mu poświęcić wzmiankę w gazecie. Otóż tancerka Edmonde Guy (która na co dzień tańczyła scenie teatro-kawiarni Bataclan) zatańczyła układ autorstwa Ernesta Van Diérena (nie znalazłem niczego na jego temat). Akompaniował Jeana Wiénera. Z drugiej strony Guy musiała być całkiem rozpoznawalną gwiazdą, bo za chwilę pojawi się w prasówce ponownie. Jedno z moich ulubionych odkryć. Mały-wielki akapit.
- 2. Wnętrza domu, do którego wróciła tytułowa kobieta, udekorowany był obrazami Henry'ego Ottmana, który odniósł sukces na wystawie w Salonie Jesiennym
- 3. W związku ze zbliżającą się premierą filmu Delluca, ogłoszono konkurs na plakat do trzech filmów, w tym Kobiety znikąd. Miały zostać zorganizowane specjalne pokazy dla uczestników konkursu a plakaty opublikowane w Cinea. Podane są wymagane wymiary prac i wysokość głównej nagrody pieniężnej.
- 4. / 5. / 6. / 12. Standardowo film reklamowano twarzami gwiazd grającymi główne role. Gene Avril, grająca młodą kobietę kuszoną przez młodzieńca do ucieczki od męża, chyba nie była wtedy rozpoznawalną aktorką, gdyż jej twarz nie znalazła się na żądnej okładce.
- 7. / 8. Robi się nerwowo. Wg ogłoszeń były jakieś problemy z ustaleniem pokazu filmu i w związku z tym rozstrzygnięciem konkursu na plakat.
- 9. Informacja o prywatnym pokazie Kobiety..., na którym pojawiła się śmietanka francuskiej awangardy filmowej. Film został znakomicie przyjęty.
- 10. Wstęp do entuzjastycznej recenzji, której rozwinięcie niebawem się pojawi, w następnym numerze Cinea. Recenzent zachwyca się, mimo drobnych potknięć, świeżością filmu i tytułową rolą Eve Francis.
- 13. 14. / 15. + plakat 16. Wybrane przez redakcję plakaty Kobiety..., które brały udział w konkursie. Pozostałe konkursowe plakaty z innych filmów zawarłem w PDF'ie.
- 11. Zbiór opinii redaktorów różnych francuskich gazet. Prosty, jednocześnie poetycki, fotogeniczny, autentyczny psychologicznie, melancholijny, piękny - takie przymiotniki się w nich pojawiają. Sporo z nich osadza Kobietę znikąd w kontekście twórczości Delluca, która miała wyznaczyć nowy kierunek w twórczości reżysera. Jacques Berthet zwraca uwagę na konstrukcję filmu, który miesza przeszłość z teraźniejszością. Mimo to nie tylko nie przeszkadza w odbiorze, a wręcz wzmacnia emocjonalny odbiór filmu. Z kolei Marce Achard zwraca uwagę na psychologiczną wiarygodność każdej z odgrywanych postaci. Polecam lekturę. Nawet tę niedoskonałą, z translatorów.
- 16. Jak się okazuje tytułowa rola była przeznaczona dla włoskiej aktorki, Eleonory Duse. Ze względu na problemy zdrowotne, rolę tę przejęła Ève Francis. Z tego co rozumiem Francis (w chwili produkcji filmu - 36 lat), miała grać młodszą, a Duse (lat 62) jej współczesną wersję bezimiennej kobiety znikąd. Duse zmarła dwa lata po premierze.
- 17. Lionel Landry, rozwija swoją myśl z pkt. 10. Niestety nie znalazłem nic na temat tego krytyka, ale znalazłem antologię francuskiej krytyki filmowej z lat 1907-1929 (TUTAJ), wnioskuję więc że był osobą w środowisku poważaną. Wnosząc po powyższej recenzji - nie dziwię się. Bardzo mi się podoba ta recenzja. Wspominałem, że Cinea był magazynem, którego naczelnym był Delluc? To by teoretycznie tłumaczyło recenzenckie zachwyty, które gromadził dotychczas na jego łamach. Otóż tekst Landry'ego przełamuje ten schemat, co jest całkiem odważne ze strony Delluca, który potrafił docenić dobrą robotę krytyczno-filmową, ale niekoniecznie w stu procentach pozytywną, ale też pokazuje jakim zaufaniem cieszył się sam autor tekstu. Landry narzeka trochę na nieobecność Rogera Karla, który grał męża młodej kobiety. Zwraca uwagę również na niezdecydowanie realizatorskie: czasem pokazuje za dużo, czasem za mało, ale nigdy nie robi tego źle. (Na marginesie:: to chyba pierwszy tekst recenzencki w ogóle z jakim znalazłem, w którym ktoś wymienia z nazwiska operatora kamery!). Poza tym Landry w pięknym stylu rozpływa się nad arcydzielnością Kobiety...
- 18. Według angielskiej Wikipedii oficjalna premiera we Francji miała miejsce 26 lipca, 1922 roku. W paryskich kinach wtedy żadnego pokazu nie było, więc jak sądzę sierpniowy wysyp recenzji jest wynikiem jakieś pokazu prasowego, albo czegoś w tym stylu. To jest trochę sprawa dla reportera, bo mogę wychodzić z błędnego założenia, że skoro filmu nie wyświetlano w wcześniej w Paryżu, to nie wyświetlano nigdzie we Francji. W każdym razie wyjątkowo zrobiłem screen z wynikami wyszukiwania tytułu filmu, żeby było widać ilość zaplanowanych seansów w paryskich kinach...
- 19. ...tymczasem dwa tygodnie później miał miejsce tylko jeden seans. Film okazał się kompletną porażką. Do końca istnienia magazynu (1923) nie było wzmianki o Kobiecie... . Nawet w repertuarach kin w Paryżu go już nie wyświetlono. Mogę sobie tylko wyobrazić co czuł wtedy Delluc. Szczególnie, że przy tak fantastycznej recepcji krytycznej, nic nie zapowiadało takiej klęski. Współcześnie uważa się go za arcydzieło awangardy filmowej.
- Na osłodę pozytywna recenzja, autorstwa René Jeanne'a. opublikowana w magazynie, którego, tak na marginesie Delluc kiedyś również był naczelnym redaktorem. W zasadzie nie ma tu niczego, co by się nie pojawiło w innych tekstach. Zastanawiająca jest tylko ostatnia uwaga. Czy to może być prztyczek w kierunku Louisa Feuillade'a i jego seriali kinowych?

Das cabinet des dr. Caligari (Gabinet doktora caligari, 1920, reż. Robert Wiene)
To jeden z największych hitów, w chwili premiery, z puli filmów tegorocznej edycji Festiwalu Filmu Niemego.
W prasie można było odczuć, że ten film ukształtuje historię. Recenzenci nie mieli wcześniej z czymś podobnym do czynienia. W Stanach porównywano film Wiene do prozy Edgara Alan Poego i a scenografię do obrazów Picassa. Z drugiej strony wybuchły protesty, nawołujące do bojkotu tego filmu, który miał zajmować czas ekranowy rodzimym produkcjom. Znalazłem artykuł pokazujący absurd tych protestów. Polecam zerknąć.
- 1. Zaczynamy nieco zabawnym, z dzisiejszej perspektywy newsem z amerykańskiego magazynu. Meble są stawiane do góry nogami, fururystyczny film czy Drzwi otwierają się na boki - takie tajemnicze określenia pokazują, że do Stanów miał być niebawem film radykalnie różniący się od tego co dotychczas oglądali Amerykanie.
- 2. Pierwsza wskazówka, że rozpoczęło się poruszenie na amerykańskim rynku filmowym, w związku z importowanymi z zagranicy (w domyśle z głównie z Europy) filmów. Studzi się emocje wskazując, że nie będą one miały większego wpływu na frekwencję na filmach produkcji amerykańskiej, zresztą większość z nich i tak nie przechodzi przez cenzurę, która obowiązuje w wielu stanach.
- 3. Recenzentkę, Marion Russell film rozczarował, ale domniemuje, że to co przyciąga tak bardzo widzów do kin to fantastyczna aura filmu i jego zwroty akcji. Dwukrotnie zwraca uwagę, że film Wienego nie nadaje się dla kobiet i dzieci, którzy mogą źle znieść drastyczność filmu. Kolejny raz pokazuje, że publiczność amerykańska nie była przyzwyczajona do tak mrocznych obrazów i mierzyła się z czymś nowym czego jeszcze na ekranach kin nie widziała.
- 4. Amerykański/a redaktor/ka konstatuje z pewną rezerwą, że w ekspresjonizmie filmowym widać pewien potencjał, jednak jest on dotychczas niewykorzystany i trudno na podstawie kilku tytułów wyrokować, w którą stronę on się rozwinie. Podaje również nazwisko artysty, który był autorem scenografii opartej na zakrzywionej perspektywie, jednak nie udało mi się nic o nim znaleźć. Pani ze zdjęcia jeszcze w prasówce wróci.
- 5. Agnes Smith jest Caligarim z b i t a z t r o p u. Zaznacza, że widownia musi się przygotować na wpływ jaki będzie miał ten film również na kinematografię amerykańską., nazywając go najważniejszą i najbardziej znaczącą produkcją roku. Zaznacza prawdopodobne inspiracje malarskie oraz już drugi raz w tej prasówce pojawia się odwołanie do twórczośći Edgara Alana Poego. Wskazuje również na unikalną pespektywę narracji - osoby psychicznie chorej, czego do tej pory nikt na ekranie w USA nie oglądał.
(w gratisie otrzymujecie recenzję filmu z bohaterką innej edycji Festiwalu Filmu Niemego - Gypsy blood >>u nas znany pod tytułem Carmen<< z Polą Negri w reżyserii Lubitscha). Trochę mnie rozbawiło dodanie kategorii wartość rozrywkowa a jeszcze bardziej przyporządkowanie. - 6. W tekście zwrócono uwagę, że nie jest to pozycja, po której można spodziewać się szczęśliwego zakończenia i generalnie jest to film dość przygnębiający. Znowu pada nazwisko Poego a scenografię określono jako prawie namacalną. Pojawia się również ciekawe spostrzeżenie, że film wygląda tak świetnie przy niewielkim budżecie, tymczasem amerykańscy producenci wydają spore pieniądze na pojedyncze tylko sceny.
- 7. Oho, mamy to! Prawdziwe oburzenie, że niemieckie, miernej jakości filmy zalewają amerykańskie kina a rodzimych produkcji nikt nie chce oglądać. Bardzo zjadliwy tekst, na którego weryfikację nie am możliwości. Trzeba by sprawdzić czy faktycznie było tak jak pisze autor z miernym poziomem tych filmów i czy faktycznie zalegały niesprzedane stosami na półkach. Jednak histeryczny ton ten wypowiedzi, zahaczający w jednym miejscu o ksenofobię każe mi traktować ten tekst z dystansem. Polecam przeczytać całość.
- 8. Całkiem zabawna, krótka notka. Uwielbiam ten cytat:
Being a reasonably calm, ordinary sort of individual we left the theater believing strongly that the author of the picture was a little mad, the director a little madder, the actors engaged quite mad indeed.
Oprócz tego pojawia się obowiązkowo nazwisko pewnego znanego amerykańskiego pisarza.
- 9. O! Jakże piękny komentarz do tekstu z punktu siódmego. Przy okazji na samym początku dowiadujemy się o protestach w Los Angeles, które wybuchły przy okazji wprowadzenia Gabinetu... do amerykańskich kin. Dodam w najbliższym czasie dokładną datę tych protestów. A, poza tym po prostu polecam tekst.
- 10. / 11. / 12. Bardzo ciekawy artykuł napisany przez S. S. Van Dine'a, piszącego tutaj pod swoim stałym pseudonimem - Willard Huntington Wright. Jest to bardzo wnikliwa analiza scenografii Gabinetu doktora Caligari.
- 13. Proponuję zabawę: znajdźcie tytuł reklamowanego tutaj filmu 😂 Zastanawia mnie czy taka forma reklamy przykuwała uwagę odbiorcy. Z drugiej strony, reklamy kiedyś diametralnie różniły się od tego co otrzymujemy teraz, więc i percepcja widza była trochę inna.
- 14. Jeszcze jedna wzmianka o protestach.
- 15. Wparcie estetyczne. Jedno z wielu dla tego filmu w europejskiej prasie.

Mocny człowiek (1929, reż. Henryk Szaro)
Szaro, czy raczej Chmara, jak sugerują wycinki prasowe, byli pod ewidentnym wpływem ekspresjonizmu niemieckiego, chociaż niektóre techniki zastosowane w tym filmie (takie jak liczne przenikania obrazu) przywołują na myśl rosyjską szkołę filmową. Kto by pomyślał, że Szaro, kojarzony głównie z komediami ma w dorobku tak szalony a zarazem spójny realizacyjnie film.
Uważam za skandal, że ten tytuł nie doczekał się jak dotąd jakiegoś porządnego wznowienia na Blu-Ray. Film został wydany x-lat temu na DVD z muzyką nagraną przez Macieja Maleńczuka. Muzyka ta jest nagrana jakby do zupełnie innego filmu, kompletnie nie oddająca klimatu tego co się dzieje w filmie. Na płycie dołączono miernej jakości dodatki (chociaż jak na tamte czasy do i tak dużo). Fizyczne egzemplarze sprzedawane są na aukcjach za ceny dochodzące tysiąca złotych. Czy doczekamy się w końcu jakiegoś sensownego wydania?
Screeny otrzymałem od Michała Pieńkowskiego, za co mu serdecznie dziękuję. Przekopywanie się przez polskie archiwa gazetowe wydłużyłoby pracę nad tym projektem o kilka tygodni.
- 1. / 2. Kino polskie wstaje mozolnie z kolan. We wstępie tej krótkiej oceny recenzent wskazuje, że to już czas, by oczekiwać dobrych filmów całościowo i nie trzeba zachwycać się pojedynczymi scenami. Poza jednym aspektem, film Szaro wypadł całkiem nieźle. Recenzent wskazał również możliwy wkład Grzegorza Chmary (Bielecki) w ostateczny wygląd filmu, który w oku piszącego nadał mu jakąś trochę obcą fizjonomię.
- 3. Wywiad z odtwórca głównej roli, Grzegorzem Chmarą. Ujmuje mnie akapit bezpośrednio poprzedzający pierwszą wypowiedź. Aktor opowiada o pracy przy filmie Szaro i doświadczeniu przy pracy z Raskolnikowem Wiene.
- 4 Wywiad z Andrzejem Strugiem, który opracował tekst Mocnego... . Opowiedział trochę o koniecznych zmianach w konstrukcji głównego bohatera, w stosunku do oryginału literackiego. Swoją drogą co to oznacza, że opracował? Przygotował tekst oryginału do spisania scenariusza?
- 5. Reżyser o mękach jakie przeżywał przy montażu Mocnego człowieka.
- 6. Streszczenie z króciutką oceną. Zwróćcie uwagę na opis przy Charakter filmu!
- 7. Wywiady z Arturem Sochą (Górski) i Marią Madrowicz (Nina). Aktor i aktorka opowiedzieli o swoich przygotowaniach do roli.
- 8. Streszczenie filmu plus gwarancja wyniesienia jakości filmu polskiego na wyższy poziom. Pojawia się nazwisko włoskiego operatora filmowego, który pracował wcześniej przy Quo Vadis.
- 9. Krótkie omówienie podstawy literackiej filmu Szaro. Dotychczasowe dokonania tego reżysera, każą wierzyć w powodzenie tego filmu.
- 10. Krótka wzmianka o filmie ze wskazaniem jego walorów artystycznych.
- 11. Reklama repertuaru. Bonus: Jackie Coogan w filmie dla dorosłych pt. Jackie u ludożerców 🤣
- 12. Jedyna, ale jakże ciekawa wzmianka o Mocnym człowieku w amerykańskiej prasie do jakiej udało mi się dotrzeć. Zastępca komisarza ds. handlu, Gilbert Redfren pisze o trudnościach z jakimi boryka się polski przemysł filmowy. Trudnościach związanych z tendencją do udźwiękowiania filmów. Redfren wskazuje jednakże, że jest również dużo korzyści w związku z tym opóźnieniem. Gdyby ktoś chciał się o tym więcej dowiedzieć polecam wykład dr. hab. Nataszy Korczarowskiej-Różyckiej z 2017 roku. Do zobaczenia TUTAJ.
La Passion de Jeanne d'Arc (Męczeństwo Joanny d'Arc, 1928, reż. Carl Theodor Dreyer)
Przyznam się Wam w tajemnicy, że obejrzałem ten film na przyspieszeniu, w celu spisania swoich wrażeń w kilku zdaniach na potrzeby tej prasówki. Nie wiem czy w prędkości standardowej nie będzie mnie nużył (jak niektórych recenzentów poniżej), jednak zrobił na mnie ogromnie wrażenie. Słyszałem oczywiście wcześniej, że te film jest emocjonalnie trudny do zniesienia, dlatego też tak długo odwlekałem seans. Kiedy film się skończył, dochodziłem do siebie kilka minut. Nie byłem przygotowany na tak emocjonalny finał. Jego montaż to mistrzostwo budowania napięcia. Obejrzałem całość będąc niemożebnie smutnym, a koniec dodatkowo oglądałem na skraju kanapy.
Czy podobne emocje towarzyszyły krytykom w okolicach premiery? Polecam sprawdzić, znalazłem bardzo ciekawe teksty.















































































