dziewczynka w czerwonym swetrze ucieka oglądając się za siebie

„Zazie w metrze" (1960), reż. Louis Malle

„Zazie w metrze" (1960), reż. Louis Malle

„Zazie w metrze" (1960), w reżyserii Louisa Malle'a to kompletny formalny odjazd.

Nowofalowa energia, wespół ze slapstickową estetyką doskonale rymuje się z dziecięcym spostrzeżeniem na otaczający świat. Zabawy montażowe, brak linearnej narracji, surrealna stylistyka i wiele innych czysto filmowych środków daje widzowi ogromną przyjemność z seansu. Jednocześnie im bliżej finału tym robi się smutniej. Z kolei finał nadaje tytułowi filmu jednej, z najbardziej gorzkich puent w historii kina, dotyczących dziecięcych marzeń i ich tłamszenia przez dorosłych. Coś co początkowo zdaje się być apoteozą dziecięcej ekspresji i radości z życia, okazuje się być czymś zgoła odwrotnym. Obejrzyjcie koniecznie. dostępny na vod TVP: https://vod.tvp.pl/video/zazie-w-metrze,zazie-w-metrze,43127954?fbclid=IwAR2-GVqGaKGVfTKKFAK0f09IgqOzVKJrNT1UiK1mXNu3RwZt1htz357JA_I#!


animowany ludzik narysowany białą kreską

„La Linea" (1971-1986), reż. Osvaldo Cavandoli

„La Linea" (1971-1986), reż. Osvaldo Cavandoli

Trochę nostalgii na wieczór. Kto pamięta „balum balum"?

„La Linea" to serial, który Polacy mogli oglądać w TVP w latach '80 i '90 jako przerywnik między innymi programami.

Jest jednym z moich ulubionych przykładów slapsticku w animacji. Osvaldo Cavandoli stworzył przezabawną animację wypełnioną symboliką, którą dostrzegam dopiero teraz, po latach kiedy do niej wróciłem.

Główny bohater, który w teorii miał skupiać jak w soczewce stereotypy typowego Włocha (nawet gestykulacja z charakterystycznym "ou!" na czele się zgadza) takie jak krzykliwość, złośliwość czy roszczeniowość, mógłby być każdym z nas. W chwilach słabości, łatwiej jest nam zażądać zmian od świata i poczekać spokojnie na zmiany, niż dokonać ich na własną rękę. Bohatera łączy z Demiurgiem-rysownikiem osobliwa relacja: "ludzik" żąda wygody, spokoju i życiowych ułatwień, tymczasem Ten Który Dzierży Białą Kredkę z osobliwym poczuciem humoru spełnia jego żądania, chociaż niekoniecznie po myśli Bohatera. Jednocześnie sam Bohater niewiele jest w stanie zrobić. Jest skazany na łaskę i niełaskę Demiurga. Bóg, Los, czy jakkolwiek inaczej nazwiemy wspomnianego Rysownika, stawia na jego drodze różne przeszkody, które często są przedłużeniem linii "zrośniętej" z głównym bohaterem.

Całość dostępna na portalu YouTube. Ten odcinek akurat znajduje się w domenie publicznej na archive.org


grupka mężczyzn rozmawia przed sklepem

„Mój wujaszek" (1927), reż. Jacques Tati - galeria

„Mój wujaszek" (1927), reż. Jacques Tati

„Mój wujaszek" został nakręcony po sporym sukcesie „Wakacji Pana Hulot" z 1953 roku. Nawet w Polsce ustawiały się kolejki do kina po jego premierze.

Reżyser błyskawicznie zebrał fundusze na założenie nowej firmy produkcyjnej, a potem zatrudnienie nowego rysownika czy wykonanie scenografii. A ta była dobrą rozgrzewką przed stworzeniem słynnego Tativille do filmu „Playtime". W „Moim wujaszku" od zera stworzona została naszpikowana technikaliami willa, w której mieszka bratanek tytułowego bohatera oraz firma produkująca węże ogrodowe. Natomiast moje ulubione sceny zostały nakręcone na przedmieściach Paryża. Nasycone ciepłymi kolorami i klimatem minionej epoki, która silnie kontrastuje z architektonicznym brutalizmem wspomnianego willi.

Tati znowu skupił się na funkcjonowaniu ludzkiej jednostki w mieście. W mieszkaniu snobistycznego państwa Arpel najważniejsze jest pozoranctwo, kurtuazja. To bardzo smutny świat. Natomiast świat, do którego przynależy wujaszek Hulot, to środowisko wyzbyte z zawiści, wypełnione indywidualnościami, które są sobą zaintrygowane wchodząc we wzajemne interakcje.

Reżyser Józef Gębski o Jacques Tatim:

"Czerpał komizm z obserwacji rzeczywistości. Był typem miejskiego spacerowicza. Potrafił godzinami wystawać na ulicznych skrzyżowaniach i notować zachowanie przechodniów, policjantów i kierowców. Wysiadywał na kawiarnianych tarasach z kajetem w ręku, zapisując to, jak ludzie pija˛ kolejna˛ kawę, jak wyczekują spóźnialskich, jak podsypiają˛ etc., etc. Wyznał, z˙e jego najbardziej ukochanym elementem dekoracyjnym jest... szyba. Sytuacja obserwowana przez okno nabiera charakteru estetycznego, jest najpierw ujęciem z filmu niemego, które należy udźwiękowić. Zmyślne."

„Dzień świąteczny" z 1949 roku, film poprzedzający jeszcze „Wakacji...", był satyrą na kompleksy Francuzów wiecznie zapatrzonych w nowoczesne USA. Oprócz tego w zabawny sposób punktował ułomności ludzkiej psychiki, które pchają nas w dorosłym życiu do niezdrowego współzawodnictwa. „Mój wujaszek" w ostatniej scenie wspaniale puentuje te tematy. „W dniu..." źródło problemów Tati upatruje w utraceniu dziecięcej radości z życia. W świecie Wujaszka największą ofiarą pogoni dorosłych za atencją są właśnie dzieci - ciągle ignorowane, zmuszone maskować swoją samotność otaczając się pustą materią. A przecież wystarczy kiedy dorośli zwrócą się ku dzieciom i pozwolą im pokolorować swój świat ich nieprzewidywalnością.

„Mój wujaszek" jest jednym z najpiękniej sfotografowanych i zainscenizowanych filmów w dorobku Jacquesa Tatiego. Obejrzyjcie sobie kilkanaście wybranych przeze mnie kadrów.

Korzystałem z artykułu Józefa Gębskiego pt. "Tativille" z Kwartalnika Filmowego 56:120-132.

zaspany mężczyzna siedzi na łóżku

„Three's a crowd" (1927), reż. Harry Langdon

„Three's a crowd" (1927), reż. Harry Langdon

„Three's a crowd" to film Harry'ego Langdona, który dzisiaj często jest określany jako największe osiągnięcie jednego z królów niemej burleski filmowej.

Langdon gra tutaj bohatera, którego ubiór ewidentnie był wzorowany na postaci Trampa Chaplina. Różnica tkwi w czasie reakcji na otaczający świat. Charlie często wyprzedzał przeciwnika swoją obroną, przechodząc od razu do ataku. Postaci grane przez Langdona natomiast miały w sobie "syndrom opóźnionej reakcji" i zanim przyswoi informacje z zewnątrz a następnie zdecyduje czy w ogóle reagować na nie, mijają całe minuty. Jego gagi mają w sobie urokliwy „somnambuliczny" ładunek. W połączeniu z charakterem Harry'ego (imię aktora i głównego bohatera są takie same) tworzy ujmującą kompilację cech charakteru dużego, samotnego, łaknącego ciągłej atencji i poklasku dziecka. Co można odczuć również w samym sposobie realizacji „Three's a crowd". Jest w filmie scena, w której główny bohater wchodzi do swojego mieszkania, gdzie leży kobieta uratowana przez niego przed śmiercią na mrozie. Jak się później okazało, była w ciąży, co zmusiło do ściągnięcia odpowiedniej pomocy. Po szczęśliwym rozwiązaniu wszyscy gratulują głównemu bohaterowi, mylnie zakładając, że jest on ojcem. Ani razu w kadrze nie widać samej matki z dzieckiem. Jedynie ludzie wokół Harry'ego, który zachwycony jest faktem, że znajduje się w centrum uwagi. Żałosne? No, trochę. Ale w kontekście ostatnich minut filmu smutne. Ta scena dobrze też oddaje charakter samego Langdona.

Nakręcił z królem amerykańskiej komedii Frankiem Caprą dwie komedie - „Siłacza" i „Długie spodnie". Capra wspomina w swojej biografii, że kiedy po premierze tego drugiego Langdon został ogłoszony „drugim Chaplinem" i poczuł się na tyle pewnie, że prawił uwagi Caprze na temat jego reżyserii. Kiedy Capra nie zgodził się na takie traktowanie, Langdon go zwolnił. Na marginesie: to pokazuje jak wielką władzę mieli kiedyś aktorzy. „Three's a crowd" nie jest filmem idealnym. W momencie premiery był zresztą krytykowany, że ma za mało gagów i za bardzo skupia się na opowiadaniu historii. I nie tutaj moim zdaniem tkwi problem, tylko w tym, że Langdon miał problemy z prowadzeniem narracji. Wątki są połączone ze sobą trochę chaotycznie a wspomniane ego reżysera-aktora nieco wadzi całemu filmowi. Mimo wszystko, minusy nie przysłaniają plusów takich jak świetne wykorzystanie potencjału somnambulicznego charakteru głównego bohatera i usypiania dziecka, poranna senna gimnastyka czy (jak na tamte czasy) kapitalne wykorzystanie ekspozycji ukazując w kadrze przedmioty określające charakter bohatera... Te i wiele innych zalet sprawiły, że film oglądało mi się z nieskrywaną przyjemnością.


„Mary Jane's Mishap" (1903), reż. George Albert Smith

„Mary Jane's Mishap" (1903), reż. William Heise

A wiecie, że jedną z najwybitniejszych reżyserek we wczesnym okresie kina niemego była Laura Bayley? Wszyscy pamiętają najsłynniejszych pionierów kina, jak braci Lumière czy Thomasa Edisona, tymczasem dopiero szesnaście lat temu w British Film Institute stwierdzono, że no w sumie to coś tam dokonała. W sumie to była nawet pionierką. Co więcej, wcale nie ustępowała kroku współczesnym jej kolegom z branży.

Była żoną. Żoną swojego męża, który na jej nieszczęście był jednym z największych pionierów kina w historii. I tak ją też do niedawna pamiętano, jako „żona pana Smitha". Swoją drogą, rzeczony pan Smith, był niezłym gagatkiem (jestem zbyt delikatny), ale nie o nim jest ten post, więc odeślę do jednego z moich około świątecznych tekstów, o tu: Santa Claus.

„Mary Jane's Mishap" z 1903 roku, który możecie obejrzeć poniżej to jeden z rzadkich przykładów slapsticku, w którym kobieta gra pierwsze skrzypce. Co jeszcze bardziej wyjątkowe to film, w którym nie tylko kobieta nie towarzyszy żadnemu facetowi, ale żadnego mężczyzny nie uświadczycie przez całą długość filmu (chociaż faceta tak jakby udaje)! Czy jestem hehe feministką? Ja po prostu szukam zapomnianych historii ludzi ze środowiska filmowego, którzy zostali zepchnięci przez patriarchalną machinę tego cynicznego środowiska. Jeśli to mnie czyni feministą, białym rycerzem, itp. to możecie mi takie łatki przypiąć.

Pani Bayley na pewno jeszcze na łamy Klatek powróci. Dotarcie do źródeł opisujących jej dokonania będzie trudniejsze niż znalezienie biografii mało znanych aktorów kina niemego. Ale przekopię internet, może nawet odnowię swoją kartę do biblioteki jeśli będzie taka potrzeba. Stay tuned!


animowane owady

Serial „Minuscule" jako spadkobierca slapsticku

Serial „Minuscule" (2006) - doskonały spadkobierca slapstickowej poetyki filmowej

Slapstick współcześnie nie kojarzy się zbyt dobrze. Kojarzy się z infantylnością i niezbyt wysublimowanym prostym humorem. Co samo w sobie nie jest niczym złym, czego przykładem są komedie braci Farellych („Głupi i Głupszy"). Ten typ komedii na dobre zrósł się z często kloacznym humorem, który nie niesie ze sobą żadnego przesłania (jak kiedyś komedie Harolda Lloyda) oferując niezobowiązującą rozrywkę. Nawet nazywamy często takie filmy „odmóżdżaczami".

Nie bez powodu tak świetnie ta estetyka sprawdza się w animacjach dla najmłodszych. Tam zadomowiła się, zachowując swoją świeżość i urok, bez nadmiernej wulgarności.

Jedną z takich animacji jest francuska seria „Minuscule" (polski tytuł „Chrząszczyki"). Czego my tu nie mamy już w pierwszym odcinku! Pająk z werwą Harry'ego Langdona (nazywany "komikiem-somnambulikiem"), próbuje utkać misterną sieć, która co chwila jest przerywana przez wredną i siejącą zniszczenie, niczym Chaplin, Biedronkę i ścigające ją Muchy. On kojarzą mi się z kolei z innymi włóczęgami albo policjantami, z którymi tak często Chaplin ścierał się w swoich filmach. Biedny Pająk odbudowuje swoją sieć, z uporem i efektem podobnym w „One week", gdzie bohater grany przez Bustera Keatona próbuje urządzić z ukochaną wymarzone gniazdko.

W dodatku pomysł, żeby owady imitowały pojazdy mechaniczne jest strzałem w dziesiątkę, bo doskonale podkreśla komiczno-absurdalny charakter kolejnych potknięć i wyścigów. Miód.

Gdyby tak przeanalizować całą serię otrzymalibyśmy obraz doskonałego przeniesienia najlepszych tradycji kina slapstickowego do współczesnego dzieła kultury.

8 marca, czyli w Dzień Kobiet, będzie miał premierę drugi pełnometrażowy film kinowy z "chrząszczykowej" serii „Robaczki z Zaginionej Dżungli"... nie mogę się doczekać. A teraz porady Pana Klatka: GOŚCIU, BĄDŹ MENSZCZYZNOM I WEŹ 8 MARCA SWOJĄ KOBIETĘ NA BAJKĘ DLA DZIECI!

Mam pomysł na serię takich postów, w których śledziłbym slapstickowe tropy we współczesnych filmach i serialach. Dajcie znać w komentarzach czy czytalibyście coś takiego  Większość odcinków jest dostępnych na YouTube a odcinki trwają po parę minut, więc śmiało korzystajcie!


uśmiechający się mężczyzna

23 lutego - Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją

„Max, victime du quinquina" (1911), reż. Max Linder, Maurice Delamare

23-go lutego miał miejsce Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją.

Król Slapsticku, czyli francuski aktor Max Linder, również cierpiał na przewlekłą depresję. Miał wszystko. Był największą gwiazdą filmową w tamtym okresie. Zawsze o krok przed konkurentami. Swego czasu był nawet przymierzany na największego zagranicznego konkurenta Chaplina. Ale Wielka Wojna oraz klapy frekwencyjne jego kolejnych filmów w Stanach i związane z nimi kryzysy twórcze nie pomogły w osiągnięciu celu, którym był międzynarodowy sukces na miarę wspomnianego Chaplina.

Postęp, który można zaobserwować w leczeniu choroby jaką jest depresja, od czasów kiedy aktor na nią cierpiał, jest niewątpliwie ogromny. Czy słyszał wtedy: "Ogarnij się?", "może wyjdź na spacer do ludzi?", "masz miliony, a ty ciągle marudzisz"? Możliwe. Wtedy mogłoby to być zrozumiałe, ze względu na brak wiedzy. Czemu więc takie wyrazy "wsparcia" pojawiają się ciągle dzisiaj, w odpowiedzi na słowa kiedy, ktoś zwierza się z cierpienia? Lenistwo, przekora, „poprzewracane w dupie", itd. Tymczasem przyczyną mogą być czynniki biologiczne, hormonalne, genetyczne, traumy i wiele innych.

Zapraszam do obejrzenia przezabawnego filmu „Max, victime du quinquina" (1911), uznanego przez jednego z największych krytyków filmowych i reżyserów w historii, Jeana Mitry'ego, za arcydzieło w filmografii Lindera.

PS Trzeba wziąć poprawkę, że tytuł przełożony na polski to „Max, ofiara quinquina". Chodzi o trunek na bazie chininy, który kiedyś był regularnie stosowany jako napój na wzmocnienie organizmu. Natomiast w linkowanym filmie napisane jest, że receptą lekarza był kieliszek wina z tonikiem, co nie jest prawdą. Max po prostu myli quinquina ze zwykłym winem.


mężczyzna z dzieckiem siedzą na schodach

„Brzdąc" (1921), reż. Charles Chaplin - sceny usunięte

„Brzdąc" (1921), reż. Charles Chaplin - sceny usunięte

 

16 grudnia wygłosiłem prelekcję w ramach świątecznego pokazu Klub Filmowy Ambasada. Dotyczyła ona filmu „Brzdąc", której tekst znajdziecie tutaj: Brzdąc (1921) – tekst prelekcji z 16 grudnia 2018 W jej trakcie powiedziałem, że w latach '70 Chaplin przemontował wiele swoich filmów w tym i „Brzdąca".

W końcu Luba znalazła czas na zmontowanie filmu z wyciętymi scenami. Enjoy!

Sceny te mocno (może za wyjątkiem pierwszej z nich) zmieniają wydźwięk filmu, na jeszcze bardziej dramatyczny. Dlatego też Chaplin skrócił go o prawie 15 minut, czyniąc go bardziej komediowym niż w oryginale.

Oryginalną wersję, w całości można obejrzeć z polskimi napisami tutaj: https://archive.org/details/Brzdac1921


mężczyzna z dzieckiem siedzą na schodach

Brzdąc (1921) - tekst prelekcji z 16 grudnia 2018

Brzdąc (1921) - tekst prelekcji z 16 grudnia 2018

mężczyzna z dzieckiem siedzą na schodachPoniższy tekst jest tym, który wygłosiłem w trakcie prelekcji 16 grudnia w ramach Klub Filmowy Ambasada w katowickim Kinie Kosmos. Uzupełniłem go o kilka informacji, na które zabrakło czasu lub wypadły mi z głowy w trakcie.

Przede wszystkim bardzo mnie ucieszył widok tylu widzów. Podoba mi się, że wielu ludzi nieme kino burleski wciąż intryguje i daje nadzieje, na przyjemnie spędzony czas w trakcie seansu. Tym bardziej, iż doszły mnie słuchy, że dla kilku osób był to pierwszy kontakt nie tylko z filmem Chaplina, ale kinem niemym w ogóle.

  • Spotkaliśmy się tutaj prawie rok po seansie „Generała" w reżyserii innego króla komedii slapstickowej – Bustera Keatona. Natalia Gruenpeter mówiła wtedy podczas prelekcji, że Keaton był tą osobą, która na świat reagowała dostosowaniem się do niego. Jak powiedział badacz kina Mathieu Bouvier „był ciałem rzuconym w świat i przerzucanym z kąta w kąt”. Chaplin byłby tym, który by go tam raz za razem wrzucał. Doskonale to widać w słynnej scenie wspólnego wykonania utworu w „Światłach rampy". Calvero, grany przez Chaplina zaczyna nagle przyspieszać grę na skrzypcach. Postać Keatona, która gra z kolei na pianinie, próbuje się dostosować, co skutkuje rozsypaniem nut i „małą katastrofą”.
  •  Okoliczności powstania „Brzdąca"
    - „Brzdąc" był jednym z ostatnich filmów wyreżyserowanych dla wytwórni First National (łącznie zrobił dziewięć filmów, po „Brzdącu” były jeszcze „Nieroby”, „Pielgrzym”, „Dzień wypłaty”). Tworzony był pod ogromną presją czasu (co wywołało chwilowy kryzys twórczy u reżysera), ze względu na to że w międzyczasie wespół z Mary Pickford, Douglasem Fairbanksem, Davidem Griffithem w styczniu 1919 roku założyli wytwórnię filmową United Artists, przewidując, że wielkie molochy będą forsować niekorzystne dla twórców warunki.
    - był to pierwszy pełnometrażowy film w reżyserii Chaplina a zarazem jeden z pierwszych pełnometrażowych filmów burleskowych w kina w ogóle. Komedie pełnometrażowe były już kręcone wcześniej, jak chociażby „Erotikon" Mauritza Stillera z 1920 roku. Natomiast twórcy komedii slapstickowych mieli problem, by taką poetykę „rozciągnąć" do długiego metrażu. Konieczność umotywowania kolejnych gagów wymuszała obudowanie ich fabułą, co dotychczas nie zawsze w burleskach było konieczne. Pełny metraż, który w innych gatunkach, był już od dawna standardem, dla twórców komedii slapstickowych wciąż był problematyczny. W przypadku „Brzdąca", coś co początkowo miało być krótkim metrażem, zaczęło się rozrastać do pełnego, czego Chaplin nie przewidział. Budżet filmu wyniósł 0,5 mln $. Zażądał od First National 1,5 mln $ za odsprzedanie praw. Przedstawiciele wytwórni zgodzili się dopiero po postawieniu ultimatum - „albo dajecie 1,5mln zielonych, albo nie dostaniecie filmu w ogóle".
    - w obliczu pogarszającego się stanu zdrowia psychicznego matki Chaplina, jego przybrany brat Sydney, podjął próbę sprowadzenia jej do Stanów. Chaplin się nie zgodził, bo wiedział, że będzie to zbyt traumatyczne dla niego spotkanie. Do czasu ukończenia „Brzdąca" mieszkała w nadmorskim kurorcie w Anglii.
    - 10 lipca 1919 - umiera Norman Spencer, syn Chaplina, urodzony jako kaleka 7 lipca. Bardzo to załamało reżysera, ale już miesiąc później rozpoczął przesłuchania do tytułowej roli.
    - Chaplin rozwodził się z Mildred Harris, której długi język wykorzystywała prasa w celu zdobycia „sensacyjnych” materiałów do artykułów, które później wykorzystywali prawnicy Harris przy kolejnych próbach wyciągnięcia z Chaplina jak największej ilości pieniędzy na ugodę,
  • O filmie „Brzdąc"
    - Marcel Martin w swojej monografii o Chaplinie napisał, że około 1930 roku aktor miał powiedzieć do Eisensteina, że gardzi dziećmi. Natomiast David Robinson w najlepszej biografii mistrza burleski (wydanej również w naszym kraju pod tytułem „Chaplin. Jego życie i sztuka" (wyd. PIW Wa-wa 1995) napisał, że według słów matki Jackiego Coogana, (tytułowy Brzdąc) Chaplin urywał się z planu razem z jej synem na całe godziny, żeby się z nim bawić. „Ludziom w wytwórni trudno było oprzeć się wrażeniu, że Jackie zastąpił mu zmarłego synka” - dodaje Robinson. Dlaczego o tym mówię? Biografia Chaplina, szczególnie mając dzisiejszą wiedzę o nim, obfituje w masę sprzeczności. Na przykład Robinson w swojej książce umieścił bardzo rozbudowane drzewo genealogiczne rodu Chaplinów. Tymczasem jak się okazało dwanaście lat temu, Chaplin mógł celowo ukryć fakt, że urodził się w obozie cygańskim. Jeżeli okazałoby się to prawdą, spora część tego rodowodu może być nieprawdziwa. Chaplin aniołem w życiu prywatnym nie był na pewno, ale kiedy czytam w kolejnym artykule znaną plotkę (powieloną całkiem na poważnie), że aktor miał rzekomo ponad dwa tysiące kochanek, to wzbiera się we mnie pusty śmiech.
    - jak prawie każdy film Chaplina zawiera w sobie wątki autobiograficzne, lub nawiązania do osobistych przeżyć – poddasze (tzw. mansarda) zostało w filmie bardzo dokładnie odtworzone na wzór tej, w której Chaplin żył w dzieciństwie. Również słynna już scena rozstania faktycznie miała miejsce w życiu reżysera, ale wtedy Brzdącem był ośmioletni Chaplin, którego wyrwano z rąk jego matki, by następnie trafić do przytułku.
Na archive.org „Brzdąc" dostępny jest z polskimi napisami! <3

- znany francuski badacz kina, Jean-Pierre Coursodon powiedział, że gdyby usunąć z burleski gagi, zostanie czysty dramat. Doskonale oddaje to filmowy charakter „Brzdąca". Dr hab. Iwona Sowińska w „Historii kina niemego", wydawnictwa Universitasu, pisze o „Brzdącu" jako "burleskodramacie", ja z kolei traktuję go jako "dramatokomedię". Jakkolwiek byśmy ten film nie określili, nie sposób zaprzeczyć, że nie jest to typowy film w dorobku Chaplina. Natomiast jak się później okazało wymieszanie dwóch poetyk: melodramatu i slapsticku było receptą na pierwszy ogromny sukces kasowy mistrza slapsticku.
- znajduje się w filmie sekwencja snu, która intryguje badaczy kina od dawna. Zarzucano jej oderwanie stylistyczne od reszty filmu i nadmierny patos. Tymczasem jest to Kraina Snów widziana oczami człowieka urodzonego w biedzie i z elementów świata biedoty ta kraina jest ukształtowana. Moim zdaniem zdaniem jest to jedna z najbardziej uroczych wizji raju jakie widziałem w kinie. Jednocześnie ta sekwencja jest interesująca pod kątem tego jakie miała przełożenie na życie reżysera „Brzdąca". Otóż Lilita Murray (później Lita Murray, będąca prawdopodobną inspiracją dla Nabokova dla stworzenia Lolity), która w filmie gra wodzącą na pokuszenie anielicę, 4 lata później w wieku 16 lat została żoną Chaplina. Wystąpiła z nim jeszcze w „Gorączce złota”.

  • „Brzdąc" a wizerunek dzieci w kinie niemym
    - nie jest niczym niezwykłym, że dziecko pojawiło się na ekranie w tamtym czasie. Już francuska wytwórnia Gaumont wydała serię około kilkudziesięciu filmów z chłopcem o imieniu Bout de Zan, postać granym przez René Poyen'a odkąd miał 4 lata.
    - po premierze „Brzdąca" Jackie Coogan został wielką dziecięcą gwiazdą kina. Co również nie było pierwszym takim przypadkiem w historii kina (chociaż zostawały nimi głównie dziewczynki). Dla przykładu inne dziecięce gwiazdy: Gladys Houlette, Helen Badgley, oraz jedna z największych gwiazd kina niemego, debiutująca na ekranie w wieku 3 lat, kończąca w tym roku 100 lat – Baby Peggy.
    To co wyróżnia „Brzdąca" na tle innych filmów z dziecięcymi aktorami w rolach głównych, to fakt, że ramię w ramię Jackie Coogan gra tutaj u boku dorosłego aktora, co nie jest częste w kinie.
  • Chaplin a kwestia japońska - co zaskakujące chaplinowska estetyka doskonale przyjęła się w Kraju Kwitnącej Wiśni.
    – wzajemne przenikanie się cierpienia i szczęścia, smutku i radości doskonale trafiło w serca Japończyków. Innym powodem było inspirowanie się przez Chaplina teatrem kabuki, co bardzo imponowało Japończykom. Jego filmy były adaptowane w formie teatru kabuki.
    - Sadao Yamanaka otwarcie czerpał z dorobku Chaplina. Jego film „The milion ryo pot".
  • Podsumowanie – „Brzdąc” pozostaje jednym z niewielu przykładów filmu, w którym dziecko partnerując dorosłemu w grze aktorskiej nie tylko dotrzymuje mu kroku, ale w niektórych momentach kradnie całą uwagę. Jednocześnie jest najbardziej wzruszającym filmem slapstickowym w historii, którego koncept wykorzystał w „Niesfornej Zuzi” John Hughes jeden z ulubionych reżyserów naszej byłej koordynatorki Patrycja Mucha , która zaangażowała mnie do Ambasady i przez ostatnie dwa lata miałem przyjemność dyskutować z Klubowiczami w charakterze członka ekipy Ambasady. Tymczasem w drugą rocznicę mojego dołączenia do tego klubu odchodzę a wszystkie wspólne chwile (w tym żenujące kartki z kalendarza i reakcje widzów) zachowam głęboko w sercu i będę wspominał jako jedne z najprzyjemniejszych w moim życiu kinomana. Do zobaczenia w Kosmosie na kolejnych seansach!

mężczyzna siedzi pomiędzy skórą z tygrysa a rysia

Weekendowe tipy baletowe. Część trzecia

Weekendowe tipy baletowe. Część trzecia

Weekendowe tipy baletowe.

Halloween. Czyli imprezy. Czyli noc. Czyli nocne powroty z imprez. I walka ze światem.

Prawdziwy horror to walka z wypchanymi tygrysami, z uciekającą klamką drzwi taksówki, walka z wieszakiem... Znacie to? No może poza wypchanym tygrysem, ale generalnie... znacie, prawda?

"Znamy, znamy panie Klatek." - słyszę jak odpowiadacie.

No to obejrzyjcie „One A.M." (polski tytuł "Późny powrót Charliego")

#toomnie #toowas #toonas

Charlie przez nieco ponad 20 minut próbuje trafić do łóżka o tytułowej godzinie. Napotyka na krwiożercze zwierzęta, uciekające drinki, mordercze wahadło zegara...

Jak pisze Paweł Mościcki w „Chaplin. Przewidywanie teraźniejszości":

"Niezdarne ciała burleski są więc zawsze uchwycone w momentach, w których za wszelką cenę próbują zachować równowagę, brną w czynności, które mają je uchronić przed niezdarnością, i właśnie dlatego nieustannie ponoszą porażki, wywołując salwy śmiechu." - co prawda, nie jest to burleska w pigułce, ale po przeczytanie tego zdania, większość z nas czuje o co chodzi w tych upadkach, potknięciach, zwisaniu na wskazówce tarczy zegarowej na wieży ratusza, itp, itd.

Ostatecznie zawsze najlepszym, najwygodniejszym, najcieplejszym, najnajszym miejscem do spoczynku po dobrych baletach nie jest łóżko a wanna. Ten film to taki % w pigułce, samo życie.

Polecam wyłączyć muzykę z filmu i włączyć to: https://www.youtube.com/watch?v=YjAY9B07tg8 - on replay; od razu zmieni się percepcja, niby slapstick a jednak nie.... muahahaha.

Motyw alkoholowego rauszu u Chaplina przewija się często w jego filmografii. Mój ulubiony przykład to „The Cure" („Charlie na kuracji"), w którym w wyniku próby przestrzegania regulaminu sanatorium, dochodzi do solidarnej libacji procentowej. A Charlie przez przypadek zostaje jedynym trzeźwym w ośrodku. To też o nas.

Ciekawostka: „One A.M." to pierwszy film, w którym (nie licząc taksówkarza z początku) Chaplin występuje sam.

SRC: archive.org