Dzień Matki - „Gribiche" (1926), reż. Jacques Feyder

Dzień Matki - „Gribiche" (1926), reż. Jacques Feyder

Z okazji Dnia Matki chciałbym wszystkim gorąco polecić francuski film „Gribiche" z 1926 roku, z rewelacyjną rolą Jeana Foresta, którego postać przypomina trochę Brzdąca z filmu Chaplina (do którego zresztą odwołuje się jawnie jeden z plakatów w pokoju głównego bohatera).

Pochodzący z klasy robotniczej bohater, żyje z samotnie wychowującą go matką i mimo niezamożności stara się czerpać radość z życia. Belgijski reżyser Jacques Feyder umiejętnie kontrastuje w swoim filmie bogatą burżuazję z biedną warstwą robotniczą. Ciepłe i przytulne rodzinne mieszkanie tytułowego chłopca, zestawia z chłodnym stylem art deco, w którym został wybudowany dom bogatej wdowy, która adoptowała chłopaka. Nie zrażajcie się symboliką - jej lekkość i subtelność plasuje „Gribiche'a" bardziej w okolicach feel good movie niż gdzieś przy melodramatach.

Ale przede wszystkim to film o rodzicielskiej (tutaj: matczynej) miłości, której siła wznosi się ponad status materialny bohaterów, udowadniając, że nie on stanowi o jej wielkości.

Wszystkiego najlepszego wszystkim mamom 


„Wyjście robotników z fabryki" (1895), reż. bracia Lumière

„Wyjście robotników z fabryki" (1895), reż. bracia Lumière

Czy może być lepszy film z okazji piąteczku niż „Wyjście robotników z fabryki" od braci Lumière z 1895 roku?

Są trzy wersje tego filmu. Ta, którą zamieszczam to wersja z dwoma końmi w zaprzężonymi do powozu. Uznałem, żew taki dzień musi być na bogato. Wersje biedniejsze (z jednym koniem i bez żadnego konia), nie nadają się do zamieszczenia tutaj, kiedy świętuje się weekendu początek.
Co więcej: Film ten miał swoją premierę 22 marca w roku 1895, ale był również pokazywany 28 grudnia tego samego roku. Tego dnia była sobota  Podczas symbolicznych narodzin kina, które nastąpiły w weekend, widzowie oglądali robotników mających fajrant. I taką symbolikę to ja szanuję 


„Uśmiechnięta Pani Beudet" (1923), reż. Germaine Dulac

„Uśmiechnięta Pani Beudet" (1923), reż. Germaine Dulac

Skoro #czwarteczek, to feminizm. Bo czemu nie.

Film, który linkuję o ironicznym, biorąc pod uwagę fabułę, tytule wyreżyserowała jedna z najbardziej kreatywnych twórczyń epoki kina niemego, Germaine Dulac. Ironicznym, gdyż tytułowa bohaterka ani razu w filmie nie uśmiecha się, co doprowadza do wściekłości jej męża. Co jest tylko jednym z punktów, na długiej liście co panu Beudet w jego żonie nie odpowiada. Jego ciągłe niezadowolenie, doprowadza bohaterkę do ostateczności.

Dulac zainteresowała się kinem, za namową Stasi Napierkowskiej, słynnej towarzyszki filmowej Maxa Lindera.

Jej drugim najważniejszym filmem jest „Muszelka i Pastor" - jeden z pierwszych filmów surrealistycznych w historii kina.

To jeden z pierwszych wyraźnie profeministycznych filmów w historii kina. Bardzo lubię do niego wracać (pomimo karykaturalnej postaci męża). To kino jednej aktorki. Germaine Dermoz w roli pani Beudet, jest absolutnie rewelacyjna. Jej minimalistyczna mimika, czyni w mojej opinii, film Dulac ogromnie immersyjnym. Pani Beudet jest osobą o zdeptanej osobowości, bez szans na rozwijanie swoich zainteresowań. Dulac nie zdecydowała się na tanie szokowanie. Jej bohaterka nie jest kobietą, która nienawidzi mężczyzn. To doprowadzona na skraj rozpaczy osoba, która próbuje ratować siebie. Nie dający nadziei finał nadaje  smutnie aktualne przesłanie.


„Bout-de-Zan et l'embusqué" (1916), reż. L. Feuillade

„Bout-de-Zan et l'embusqué" (1916), reż. L. Feuillade

Tytułowy bohater powyższego filmu Bout-de-Zan był głównym bohaterem jednej z pierwszych serii filmowych w historii kinematografii.

Wyreżyserowana została przez Louisa Feuillade'a, jednego z największych twórców kina niemego w kinematografii francuskiej. Postać Bout-de-Zan grał René Poyen, nieprzerwanie przez cztery lata od premiery pierwszego filmu z serii, czyli od 1912 roku. Stał się jedną z pierwszych dziecięcych gwiazd w historii kinematografii. Wystąpił w sześćdziesięciu dwóch filmach wyreżyserowanych przez Feuilladego. Większość z nich to seria o psotnym chłopcu Bout-de-Zan.

Bardzo urocze to filmy. Większość filmów z serii, które znajdziecie na YouTube zawiera sporo burleskowego humoru. Trudno znaleźć do nich angielskie napisy (ten film, to jeden z wyjątków), ale jak to bywa z takim humorem jest uniwersalny, więc nie powinno Wam to odebrać przyjemności z oglądania.

Zarówno dorobek reżysera Feuillade'a jak i Poyen będą jeszcze wracać na łamy Klatek  Tymczasem dziękuję za przekroczenie szczęśliwej siódemki z przodu przy liczbie lajków  dobrej nocy Robaczki 


dziewczynka w czerwonym swetrze ucieka oglądając się za siebie

„Zazie w metrze" (1960), reż. Louis Malle

„Zazie w metrze" (1960), reż. Louis Malle

„Zazie w metrze" (1960), w reżyserii Louisa Malle'a to kompletny formalny odjazd.

Nowofalowa energia, wespół ze slapstickową estetyką doskonale rymuje się z dziecięcym spostrzeżeniem na otaczający świat. Zabawy montażowe, brak linearnej narracji, surrealna stylistyka i wiele innych czysto filmowych środków daje widzowi ogromną przyjemność z seansu. Jednocześnie im bliżej finału tym robi się smutniej. Z kolei finał nadaje tytułowi filmu jednej, z najbardziej gorzkich puent w historii kina, dotyczących dziecięcych marzeń i ich tłamszenia przez dorosłych. Coś co początkowo zdaje się być apoteozą dziecięcej ekspresji i radości z życia, okazuje się być czymś zgoła odwrotnym. Obejrzyjcie koniecznie. dostępny na vod TVP: https://vod.tvp.pl/video/zazie-w-metrze,zazie-w-metrze,43127954?fbclid=IwAR2-GVqGaKGVfTKKFAK0f09IgqOzVKJrNT1UiK1mXNu3RwZt1htz357JA_I#!


uśmiechający się mężczyzna

23 lutego - Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją

„Max, victime du quinquina" (1911), reż. Max Linder, Maurice Delamare

23-go lutego miał miejsce Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją.

Król Slapsticku, czyli francuski aktor Max Linder, również cierpiał na przewlekłą depresję. Miał wszystko. Był największą gwiazdą filmową w tamtym okresie. Zawsze o krok przed konkurentami. Swego czasu był nawet przymierzany na największego zagranicznego konkurenta Chaplina. Ale Wielka Wojna oraz klapy frekwencyjne jego kolejnych filmów w Stanach i związane z nimi kryzysy twórcze nie pomogły w osiągnięciu celu, którym był międzynarodowy sukces na miarę wspomnianego Chaplina.

Postęp, który można zaobserwować w leczeniu choroby jaką jest depresja, od czasów kiedy aktor na nią cierpiał, jest niewątpliwie ogromny. Czy słyszał wtedy: "Ogarnij się?", "może wyjdź na spacer do ludzi?", "masz miliony, a ty ciągle marudzisz"? Możliwe. Wtedy mogłoby to być zrozumiałe, ze względu na brak wiedzy. Czemu więc takie wyrazy "wsparcia" pojawiają się ciągle dzisiaj, w odpowiedzi na słowa kiedy, ktoś zwierza się z cierpienia? Lenistwo, przekora, „poprzewracane w dupie", itd. Tymczasem przyczyną mogą być czynniki biologiczne, hormonalne, genetyczne, traumy i wiele innych.

Zapraszam do obejrzenia przezabawnego filmu „Max, victime du quinquina" (1911), uznanego przez jednego z największych krytyków filmowych i reżyserów w historii, Jeana Mitry'ego, za arcydzieło w filmografii Lindera.

PS Trzeba wziąć poprawkę, że tytuł przełożony na polski to „Max, ofiara quinquina". Chodzi o trunek na bazie chininy, który kiedyś był regularnie stosowany jako napój na wzmocnienie organizmu. Natomiast w linkowanym filmie napisane jest, że receptą lekarza był kieliszek wina z tonikiem, co nie jest prawdą. Max po prostu myli quinquina ze zwykłym winem.


„Les Vampires" (1915), reż. Louis Feuillade

„Les Vampires" (1915), reż. Louis Feuillade

"Panie Klatek, poleć Pan coś lekkiego na weekend z kina niemego" piszecie do mnie w wiadomościach.

Spieszę z pomocą. Polecam zatem jeden z pierwszych seriali kinowych w historii kina, „Les Vampires" w reżyserii Louisa Feuillade'a. Serial powstał dla wytwórni Gaumont jako odpowiedź na inną produkcję kinową tego typu „Tajemnice Nowego Jorku", od konkurencyjnej wytwórni Pathé.

„Les Vampires" ustanowiło thriller kryminalny w kinie. Tą produkcją inspirowali się tacy twórcy jak Hitchcock, Lang, czy Resnais. Nawet Tarantino odwołał się do niego w swoich „Bękartach wojny". Stał się trampoliną dla kariery Musidory, a właściwie Jeanne Roques, która grała rolę kochanki jednego z przywódców gangu. Dzięki „Les Vampires" Musidora stała się jedną z największych gwiazd filmowych we Francji w tamtym czasie.

Tytułowe Wampiry to nazwa tajemniczego gangu, którego działalność stara się powstrzymać dziennikarz Philippe Guérande z przyjacielem. Odcinków jest dziesięć, nie mają więcej niż pięćdziesiąt dwie minuty, a zazwyczaj około pół godziny. Każdy kończy się cliffhangerem.  Zabieg ten czyni go jednym z pierwszych seriali w historii. Ten typ produkcji zapisze się w historii jako serial kinowy.

Serial miał bardzo ciekawą kampanię reklamową. Paryż był oplakatowany tajemniczymi plakatami z pytaniami "Kto? Co? Gdzie? Kiedy?".
Przykład z innego plakatu:

„Z bezksiężycowe noce są królami, ciemność jest ich królestwem. Niosą śmierć i sieją terroru, mroczne Wampiry latają z wielkimi zamszowymi skrzydłami, gotowe nie tylko czynić zło ... ale czynić rzeczy o wiele gorsze".

Kiedyś to umieli w promocję, co nie? :D

Wszystkie odcinki dostępne są do ściągnięcia za darmo na archive.org: „Les Vampires"

Privacy Preference Center