Viggo Larsen – jeden z ojców duńskiej kinematografii

zdjęcie portretowe viggo larsena w okularach i cylndrzViggo larsen, źródło: Det Danske Filminstitut

Jednym z krótkich metraży wyświetlanych w ramach trzeciej odsłony Sounds of Silents. Warszawskich Dni Filmu Niemego (które w tym roku organizowane są w ramach Święta Niemego Kina) będzie Czarownica i rower (1909) Viggo Larsena. Zapraszam do lektury krótkiego biogram tego reżysera i aktorze. Był postacią dość tajemniczą. Jest bardzo mało dostępnych opracowań jego życia, a niektóre elementy jego biografii są kontrowersyjne.

[poniższy tekst powstał w ramach współpracy medialnej z ogranizatorkami Sounds of Silents]

Kino duńskie w połowie lat zerowych XX wieku niemalże nie istniało. Importowano wtedy głównie filmy zza granicy. Właściciel kina w Kopenhadze, Ole Olsen, postanowił w 1906 roku, że sam zacznie kręcić filmy. Zaangażował swojego biletera Viggo Larsena do funkcji reżysera*. Larsen był wtedy oficerem w stanie spoczynku i Olsen uznał, że wojskowa przeszłość na tym stanowisku pomoże utrzymać musztrę na planie filmowym. Tak powstał Nordisk Films Kompagni.

Logo wytwórni Nordisk Film. źródło: dfi.dk

Zanim dorobili się sensownego studia z przeszklonym dachem, kręcili materiały w terenie, albo budowali scenografię na świeżym powietrzu. Widać to np. w Białej niewolnicy (1907) – jeśli przyjrzymy się cieniom scenografii, scenografie się chwieją, wyginają a całość sprawia wrażenie trzymanej na ślinę. Tematyka filmów Larsena przez cały okres jego kariery reżyerskiej obejmowała wszystko poza dokumentami: adaptacje baśni Christensena (w końcu to duńskie dobro narodowe!), filmy przygodowe, romanse, krótkie filmy trikowe.

Warto wspomnieć, że rzeczone dekoracje malował Robert Storm Peteresen, późniejszy pionier duńskiej animacji. W 1907 roku Larsen nakręcił z nim serię komediową Szczęśliwy Bob. Niestety żaden z tych filmów się nie uchował, co mnie szczególnie boli jako posiadacza tego imienia.**

Larsen doskonale czuł zarówno baśniową estetykę, jak i krótkie formy komediowe. Wszystko w tych filmach gra: od kostiumy przez scenografię, po montaż.

Na stronie Duńskiego Instytutu Filmowego znajdziecie prawie trzydzieści filmów Larsena, które przetrwały (trzeba się czasem wspomóc telefonem z translatorem). Zobaczyłem je wszystkie i musze przyznać, że okres najintensywniejszej twórczości Larsena w latach 1906-09, kiedy w zasadzie uczył się zawodu od podstaw (a musiał się nauczyć nie tylko reżyerii, ale i aktorstwa; często obsadzał siebie w różnych rolach) należy do moich ulubionych. Widać w nich ogromne niedostatki budżetowe, często braki umiejętności aktorskich (aktorzy teatralni gardzili wtedy przemysłem filmowym, nie tylko w Danii), a jednak czuć w nich chęć eksperymentowania i kierowania swoich bohaterów na nieoczywiste tory.

Krótkowzroczna guwernantka (1909) to film o zgubnym wpływie tel… gazet na zdolności kognitywne. Śmieszna rzecz z ciekawym finałowym ujęciem, widocznym powyżej, które jest oderwane od fabuły i jakoś kojarzy mi się silnie z europejskim kinem z okolic przełomu dekad zerowej i nastej XX wieku.

Widać to szczególnie na przykładzie bohaterek filmowych. W Innej kobiecie (1906) kochanka wyzywa żonę do honorowego pojedynku na pistolety w walce o serce mężczyzny. Nawet tutaj kończy się on w nieszablonowy sposób! Z kolei tytułowa bohaterka w Ukochanej rozbójnika (1907) opętana źle skierowanym porywem sercaceluje do dziecka z broni palnej. W jednym z moich ulubionych filmów w dorobku duńskie twórcy, czyli W czasach rokoko (1907) ojciec postanawia nie narzucać córce swojego kandydata do jej ręki, czyli bogatego szlachcica. Ona sama rzuca absztyfikantom wyzwanie rzucając kwiatek do jeziora. Kto będzie w stanie się poświęcić? Nawet kiedy postaci kobiece wpadają w koleiny typowych ról to Larsen bierze na tapet tematy bynajmniej niepopularne w tamtym czasie. Tak jest w Dwóch poszukiwaczach złota (1909), gdzie jeden z tytułowych mężczyzn kuszony przez kobietę postanawia ukraść odnaleziony dotychczas dorgocenny kruszec. W porę się opamiętuje kiedy zdaje sobie sprawę, że straci nie tylko twarz, ale i przyjaźń kompana.

W czasach rokoko (1907)

Czarownica i rower (1909) pochodzi moim zdaniem z najlepszego artystycznie dla Larsena okresu. Zbiegły się tu dwa czynniki – doświadczenie wyrobione na przestrzeni trzech lat kręcenia filmów i coraz większe pieniądze, a co za tym idzie, scenografie, lepszych aktorów, itd. Co więcej, jest to krótka komedia oparta o triki montażowe, czyli coś co obok baśni wychodziło Larsenowi najlepiej. Trzeba zaznaczyć, że montaż tutaj jest arcymistrzowski. Sekwencja przemian w różne środki transportu jedno~ i dwuśladowego jest absolutnie oszałamiająca, jeśli weźmie się pod uwagę dynamikę sceny, w której aktorzy i przedmioty na każdym planie są w ciągłym ruchu. Efekt tego jest taki, że będziemy mogli zobaczyć w Iluzjonie jeden z najlepszych filmów w dorobku tego pioniera duńskiej kinematografii. Film jest częścią potężnej kompilacji Cinema’s First Nasty Women i tradycją stało się, że filmy te są stałym elementem programu Sounds of Silents. Ogromnie mnie to cieszy, bo pokazuje, że niemy slapstick miał również kobiecą twarz i były to twarze aktorek tylko ze Stanów Zjednoczonych, czyli kraju kojarzonego często jako ojczyzna slapsticku. W filmie Larsena tą nasty women (w Polsce organizatorki S_o_S trzy lata temu określiły je wrednymi babami) jest czarownica, która mści się na mężczyźnie za jego niegodziwość i brak chęci pomocy. Nie jest to krwawa zemsta, ledwie prztyczki w zadarty nos, nauczka pokory. Pojawia się w tym filmie również motyw snu, który szczególnie często pojawiał się w zachowanych filmach z roku 1909.

Czarownica i rower jest imponująco zrealizowaną komedią. Montaż trikowy zastosowany w tym filmie to absolutne mistrzostwo. Montażem często zajmowali się wtedy sami reżyserzy, ale nie udało mi się ustalić jak było w tym wypadku.

W tym czasie nakręcił jeden z dwóch najsłynniejszych i najbardziej kontrowersyjnych filmów. Historię powstania i losów Polowania na lwa (1908) przeczytacie w wielu zakątkach internetu, nie widzę sensu tutaj tego powtarzać, bo nie jest tematem tego tekstu. Dość powiedzieć, że sukces kasowy tego filmu za granicą skusił Olsena (albo samego Larsena) do nakręcenia sequela, tym razem z niedźwiedziem. Larsen w wywiadzie udzielonym w latach ’50 wprost przyznał, że było to okrucieństwo i znęcanie się nad zwięrzętami. Nawet jeśli po latach chciał się wybielić (część winy przerzucił na Olsena, któremu delikatnie mówiąc, miało bardzo zależeć na pieniądzach), to ważne, że zdobył się na taką refleksję. Co do samego Polowania… – to zły film na wielu poziomach: od moralnego po kwestie realizacyjne. Jest to zdecydowanie czarna karta w historii duńskiej kinematografii.

Podobnym filmem w jego filmografii jest Noc przed urodzinami Christiana (1909) z tego samego roku. Jest to połączenie jego ulubionych fascynacji filmowych: baśni z morałem i trików montażowych.

Po 1910 roku drogi Olsena i Larsena powoli zaczęły się rozchodzić w wyniku różnic kreatywnych. Ostatecznie Larsen opuścił Nordisk i wyjechał do Niemiec. Kręcił jeszcze filmy przez dekadę, ale coraz gorzej się sprawdzał w tej roli. Moja teoria jest taka, że średnio sobie radził z coraz dłuższym metrażem filmów, który niejako wymusił na nim przemysł filmowy. Jednorolkowe, około dwunastominutowe filmy stawały się przeżytkiem i Larsen nie radził sobie z łączeniem kolejnych wątków i scen. Dobrym przykładem jest Maison Fifi (1914), który jest chyba jedną z najmniej śmiesznych fars obyczajowych jakie widziałem. Bez presji kondensacji treści w kilku minutach, wszystko się tu rozłazi w szwach i finalnie jest mało zabawnie.

Po 1921 roku Viggo Larsen skupił się na aktorstwie i zostaje jednym z popularniejszych duńskich aktorów grających za granicą.

Jego dorobek aktorski zamykają dwa filmy z 1942 roku: biografia Rudolfa Diesela i Czerwony terror. Ten drugi to bardzo popularny swego czasu propagandowy film III Rzeszy. Nie udało mi się znaleźć informacji co skłoniło Larsena, żeby zagrać w tym filmie: chęć zarobku czy motywy ideologiczne, czy może jedno i drugie. Na stronie Duńskiego Instytutu Filmowego znajduje się podlinkowany cały wywiad z Larsenem (wyżej podlinkowałem fragment z angielskimi napisami). Niestety w całości jest po duńsku, więc jeśli ktoś zna ten język to z chęcią się dowiem czy jakoś się z tego faktu tłumaczy. Wiem, że do śmierci w 1957 roku mierzył się z krytyką w związku z tym.


Upadek (1907) to niekompletny film. Z tego co się ostało wydawał się intrygującą historią pewnego mezaliansu, kiedy w tle wydarza się katastrofa statku wiozącego sól. To z tego filmu dowiedziałem się, że Carlsberg używał w swoim logu hinduską swastykę. Z wiadomych przyczyn zrezygnowali z tego elementu, chociaż dość późno, bo dopiero w 1940 roku. Tutaj warto zaznaczyć, że hakenkreuz, czyli lustrzane odbicie swastyki, nie zostało przejęte przez nazistów w prostej linii z religii hinduistycznej. Historia jest bardziej skomplikowana i dobrze to tłumaczy artykuł na angielskiej Wikipedii.

Na koniec chciałbym Was bardzo zachęcić do odwiedzania bazy filmowej Duńskiego Instytutu Filmowego, którą uważam za jedną z najlepiej skuratorowanych na świecie. Znajdziecie tam historyczno-filmowe artykuły, biogramy twórców, aktorek, scenografów, montażystek. Są tam nawet podlinkowane artykuły prasowe z okolic premiery, skany książek filmoznawczych. Oczywiście można tam za darmo obejrzeć filmy, których jest tam od groma. Spora częśc z nich ma angielskie napisy, a w przypadku pozostałych polecam uzbroić się w telefon aparatem i zainstalowanym Google Translatorem. Nie zliczę ile już filmów obejrzałem w ten sposób i jak bardzo to poszerzyło moje niemo-filmowe horyzonty.

Bilety kupicie TUTAJ.


*Jak sam Larsen wspominał po latach był w tamtym kinie człowiekiem „od wszystkiego"
**Larsen często kręcił serię filmowe (to pomagało na w miarę stały dochód, jeśli seria zażre. 
Jedną z nich jest ośmiofilmowa seria o Sherlocku Holmesie. Dostępny jest dzisiaj do obejrzenia tylko jeden z nich w bardzo słabej jakości: Holmes w szponach chłopa.
Przy okazji chciałem tutaj nadmienic, że w 1907 Larsen nakręcił Pierrot czy Pierrotka? i fakt, że dzisiaj nie możemy tego obejrzeć jest dla mnie równie bolesny jak brak filmów o Szczęśliwym Bobie.